February 20, 2016

Umberto Eco

Smutny ten rok dla kultury. Dopiero luty, a tylu Mohikanów odeszło.... . Wczoraj Harper Lee, dziś w nocy Umberto Eco. 
Z literaturą Eco zmierzyłam się po raz pierwszy w liceum, kiedy wychowawczyni podrzuciła mi "Imię róży". Bardzo mi się podobało, choć nie wiem, na ile mogłam w ogóle wchłonąć tę potężną garść wiedzy z dziedziny semiotyki, którą Eco zawsze aplikował w swoich powieściach. Dlatego wróciłam do "Imienia róży" na studiach, już po zajęciach z semiotyki i mogłam w pełni docenić nie tylko wątek kryminalny w powieści, ale całą złożoną warstwę filozoficzną i intertekstualną. Jakie to było ekscytujące, kiedy odkryłam, że książkowy bibliotekarz, szwarccharakter Jorge de Burgos, jest nawiązaniem do postaci niewidomego argentyńskiego pisarza Jorge Luisa Borgesa (którego "Biblioteka Babel" jest do dziś jednym moich ulubionych opowiadań). Był też wielokrotnie oglądany film Annaud na podstawie książki, w którym Sean Connery jako William of Baskerville odkrywał tajemnice opactwa. 


Pamiętam, że właśnie jeszcze w liceum, zaraz po lekturze "Imienia róży" , zabrałam się za "Wahadło Foucault" i..odpadłam po przeczytaniu pierwszej strony, która w zasadzie składała się z jednego zdania, tak wielokrotnie złożonego, że nie dałam rady go rozsupłać. Był to pierwszy raz, z tego co pamiętam, kiedy uświadomiłam sobie, że do pewnych książek trzeba dorosnąć, trzeba wiedzieć więcej, że ich czytanie dla czytania nie ma kompletnie żadnego sensu (choć pocieszało mnie, że powieść skrytykował Salman Rushdie). Wiele razy zresztą czytając Eco czułam w sobie wielką intelektualną pustkę. Bo jak tu się mierzyć z kimś, kto prowadził wykłady z semiotyki w pięciu nowożytnych językach i dwóch starożytnych - grece i łacinie! Do dziś mam poczucie własnej skromności ogarniania świata w porównaniu do głów takich jak Eco czy chociażby Miłosz. I dlatego wciąż i wciąż szukam właśnie takiej literatury. Szukam oświecenia. 
U Eco zachwyca mnie umiejętność łączenia wysokiego z niskim. Zgrabnie wplata w rozważania o sensie życia, istnienia, o religii, historii, naukach ścisłych - postacie czy wydarzenie z zakresu popkultury. Ten wzór powtarza się we wszystkich chyba powieściach  - od "Imienia róży", przez "Baudolino" po "Cmentarz w Pradze." 
Ale włoski pisarz to także autor wspaniałych przewodników po historii piękna i brzydoty. Nie są to, jak się powszechnie uważa, kompendia wiedzy z historii sztuki. Jest to raczej próba ogarnięcia zmian, jakiemu podlegała definicja piękna (i brzydoty) w sztuce. Sam autor o "Historii piękna" mówił tak (z obwoluty na albumie):

"Książka ilustruje, jak pojmowano piękno natury, kwiatów, zwierząt, ciała ludzkiego, gwiazd, proporcji matematycznych, światła, drogocennych kamieni, Boga, wreszcie - szatana. Na podstawie tekstów filozofów, pisarzy, uczonych, mistyków i teologów oraz świadectw artystów można się także zorientować, jak odczuwał piękno zwykły, przeciętny człowiek. Okazuje się, że nie tylko w różnych epokach, ale nawet w obrębie tej samej kultury ścierały się ze sobą różnorodne pojęcia na temat piękna"

Najczęściej jednak wracam do esejów Eco. Zwłaszcza do "Wyznań młodego pisarza", do "Zapisków na pudełku od zapałek", do "O bibliotece".  Eseje są gwarancją erudycji w tym przypadku, ale także okazją do zapoznania się z tym, co autor myślał na temat współczesności. Bo współczesność była dlań chyba równie frapująca jak ukochane średniowiecze. 

Wielki smutek.Wielka Strata.

2 comments:

  1. Eseje świetne. "Zapiski na pudełku od zapałek" bardzo lubię, "O bibliotece" również. "Imię róży" wciąż nieprzeczytane, ale czeka na domowej półce.

    ReplyDelete
  2. Przede mną "Baudolino", bo zaczęłam, ale nie skończyłam. Kiedyś tam.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger