March 20, 2016

Belfer


Bardzo trudno pisać o sztuce "Belfer", kiedy samej jest się belfrem. Czy też belferką. ;-) Dramat jest autorstwa walońskiego twórcy Jean-Pierr'ea Dopagne'a, a na deskach w roli głównej i jedynej, bo to monodram - Wojciech Pszoniak. 
Jean Piat jest byłym nauczycielem. Byłym, bo właśnie niedawno wyszedł z więzienia, gdzie odsiadywał karę za zabójstwo kilkunastu uczniów swojej klasy (facetowi po kilku latach pracy w zawodzie profesora od literatury puszczają nerwy, oględnie rzecz biorąc). I o tym właśnie nam - widzom - opowiada. Wspaniała jest tu nie tylko gra aktorska - Pszoniak reprezentuje wszak mistrzostwo zawodu i ogląda się go z prawdziwą przyjemnością. Uderza też fantastyczne skojarzenie roli nauczyciela z rolą aktora, a widzów - z uczniami. Jakby nie było każdy belfer staje w jakimś sensie na scenie w swojej pracy. Codziennie obserwują go mniej lub bardziej bacznie dziesiątki par oczu. Różnica polega na tym - jak mówi Jean Piat - że w klasie nie ma oklasków. Nie żeby specjalnie się ich nauczyciel spodziewał, ale przynajmniej ma niewielką nadzieje, że ktoś go w ogóle słucha. 
Jesteśmy zatem w klasie - za skromną scenografię służy biurko, wieszak na palto i zamazana kredą tablica.  I jest on - nauczyciel (wchodzi i zaczyna od słów "Kiedy byście wstali..") i my - widzowie/uczniowie.
"Belfer" jest bezlitosny, jeśli chodzi o diagnozę współczesnej szkoły i podejrzewam, że dwadzieścia lat temu sztuka nie miałaby w Polsce takiego przełożenia. Tymczasem mówimy już tym samym szkolnym językiem, co nasi koledzy po fachu z Zachodu, którzy od dawna studiują obojętność i kuloodpornośc na szacunek, wiedzę i kulturę (nawet tę podstawową - osobistą) swoich uczniów i wychowanków (wiem, upraszczam teraz bardzo), bo koń jaki jest - każdy widzi. Polski system edukacji leży i kwiczy. Wie o tym każdy, kto w szkole pracuje (Hello!) i każdy, kto ma dziecko w szkolnym wieku (Hello po raz drugi!). 
Dopagne w swojej sztuce przerysowuje, to oczywiste. W dziesięcioletniej karierze szkolnej Piat trafia na same ekstremalne przykłady zachowań uczniów, choć nawet nie wynika z samej jego opowieści, że pracuje w zakładzie z internatem dla młodzieży tak zwanej trudnej. Jest to jakieś zupełnie zwyczajne liceum. Ale pomimo niedorzeczności zbiorowego gwałtu na młodej nauczycielce (choć symulowanie gwałtu na koleżance już nie byłoby takie niezwykłe, wiemy, że się zdarza, wiemy, że grozi samobójstwem ofiary), byłabym skłonna uwierzyć we wszystko inne. Ja też z rozpaczą konstatuję, że dzieci z roku na rok przychodzą do szkoły coraz bardziej niewychowane, wulgarne, nieokrzesane i nieobyte. Nie wszystkie, na szczęście. Ale rośnie na moich oczach pokolenie analfabetów, które zainteresowane jest tylko czubkiem własnego nosa. Wiele przyczyn ma ten problem, pokraczny system szkolny (z przeładowanymi klasami na czele) ma w tym swój udział, ale myślę, że to symptom jednak czasów w ogóle. 
Oglądając "Belfra" zaśmiewałam się czasem, rozpoznając niektóre sytuacje, ale tak naprawdę finalnie ...zmroziło mnie. Czy ten "Belfer" to ja za dwadzieścia lat? Mam nadzieję, że nie, bo bardzo lubię uczyć. Ale na hasło "procedury" i "wytyczna", chowam głowę w piasek, bo wiem, że jeszcze moment i nie będę potrafiła żyć w świecie, w którym liczy się dobrze opisana lekcja, a nie dobrze przeprowadzona lekcja. W świecie, gdzie ja ponoszę wyłączną odpowiedzialność nawet za koklusz i gradobicie, a tymczasem wszyscy zdają się zapominać, że tak naprawdę to nie są moje dzieci. Ja ich wszystkich nie wychowam, od czegoś ten dom jest i dopóki nie wrócimy (a nie wrócimy, tego jednak jestem pewna) do minimalnych wymagań, jakie stawia się rodzicom, nie będzie dobrze. 
Sztuka jest bolesną diagnozą nie tylko szkoły, ale w ogóle zmiany systemu wartości na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat. Kiedyś jednak wstyd było czegoś nie wiedzieć. Dzisiaj nie wstyd spisać wypracowanie z internetu i patrząc prosto w oczy mówić, że to jednak własne. 
W każdym razie jedno wiem i "Belfer" pomógł mi to do końca zrozumieć - nie chcę umrzeć w szkole. Nie chce umrzeć w niej w sensie intelektualnym, bo boję się, że nadejdzie ten dzień, kiedy złamana systemem i jego wymaganiami zacznę nie uczyć a odklepywać kolejny dzień, ale też nie chcę być po prostu do końca życia częścią tego systemu. W cuda bowiem nie wierzę. Lepiej nie będzie. Muszę sobie tylko znaleźć inne miejsce w świecie. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger