March 07, 2016

How to make an American quilt. Skrawki życia



Bardzo lubię tzw. "babskie kino". Ciepłe, mądre, ładnie zagrane. Wcale nie tak łatwo o dobry film tego typu, bo bardzo łatwo jest przekroczyć granicę sentymentalizmu, za którą tylko łzawy kicz. Mam w zanadrzu, w ramach nieurodzaju dobrych filmów obyczajowych, kilka sprawdzonych obrazów i wcale nie przeszkadza oglądanie ich raz po raz co jakiś czas. Czy w końcu może znudzić się jedzenie ulubionej szarlotki? Z tymi filmami jest tak samo. 
Jednym z moich najukochańszych jest "How to make an American quilt", czyli po polsku "Skrawki życia" z sarniooką Winoną Ryder w głównej roli. Mam w zasadzie jaką obsesję na punkcie tego filmu, pamiętam nawet, że na studiach pisałam na jego temat esej. 
"Skrawki życia" wyreżyserowała Jocelyn Moorhouse, autorka czterech zaledwie filmów (przy czym pomiędzy przedostatnim "Tysiącem akrów" z Jessicą Lange a ostatnim "The Dressmaker" z Kate Winslet minęło dwadzieścia lat!). Ale taki film, śmiem twierdzić, mogła zrobić tylko kobieta. Jest to adaptacja powieści Whitney Otto (którą przeczytałam, ale - co zdarza się bardzo rzadko - w przeciwieństwie do filmu nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, zatem nie polecam) i opowiada historię kilku kobiet. Bohaterką pierwszego planu jest dwudziestoparoletnia Finn, która przyjeżdża na wakacje do babci (cudowna Ellen Burstyn, aktualnie do oglądania jako matka Claire Underwood w "The House of Cards), by w spokoju napisać pracę magisterską. Babcia Hy jest właścicielką pięknego domu w Kalifornii, otoczonego pomarańczowym gajem, który filmowany jest przez Janusza Kamińskiego. Zdjęcia tak soczyste, tak miękkie, że tworzą niemal namacalny i krajobraz, i jasny spokój przytulnego wnętrza posiadłości. 


Dom Hy jest pełen kobiet. Jej mąż nie żyje, mieszka z siostrą Glady Jo, również wdową (wspaniała Anne Bancroft, ta z "Absolwenta"). Starsze panie są członkiniami kółka, nazwijmy je, dziewiarskiego. Spotykają się  z przyjaciółkami - mrukliwą Sophie, apodyktyczną Anną (ludzie, w tej roli sama Maya Angelou), sympatyczną żoną malarza Evie, światową i niezależną córką Anny - Marianną i zagubioną po śmierci męża Constance -  i szyją razem przepiękne, patchworkowe kołdry. Kołdra do uszycia w te wakacje ma być prezentem na ślub Finn, który odbędzie się jesienią. Jej motywem przewodnim zaś  odpowiedź na pytanie "Gdzie mieszka miłość?". Każda z kobiet szyje swój kwadrat, jednocześnie "szyje" kawałek filmowej historii - mamy tu retrospekcje dotyczące życia miłosnego wszystkich bohaterek. Nie każda nich była szczęśliwa. Ale każda wie, gdzie mieszka miłość. 

Między retrospekcjami, na naszych oczach, rozwija się historia Finn. Która chce wyjść za mąż, bo bardzo kocha swojego narzeczonego. Ale która boi się, że małżeństwo będzie końcem szeroko rozumianej wolności w ogóle (chyba każdy, kto wychodził za mąż, rozumie tę rozterkę doskonale). Dlatego nie przypadkiem zaplątuje się w gorący romans z niezwykle przystojnym Leonem (zabójczy, zabójczy Jonathon Schaech). 

Wszystkie opowieści składają się na smutno-piękny, słodko-gorzki obraz miłości. Jest tu i żal po starcie, i nadzieja, i radość. I pożądanie. Praca, którą pisze Finn, dotyczy obrzędów i rytuałów w społecznościach spoza świata zachodniego. Jest o wspólnym gotowaniu, śpiewach, klejeniu ozdób. Czymże innym jest wspólne szycie i rozmowy przy lampce wina jak nie jednym z najstarszych kobiecych rytuałów świata? Dziś można by do nich dołączyć także wspólne z przyjaciółkami/ matkami/siostrami oglądanie "Skrawków życia".
Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą ze strony: Winona Forever.

3 comments:

  1. no patrz.... a ja tego filmu totalnie nie znam... nigdy o nim nie słyszałam. Aż wstyd się przyznać ale co mam zrobić skoro muszę się przyznać :-)

    ReplyDelete
  2. Obejrzeliśmy!!! ON powiedział, że to jeden z najpiękniejszych filmów jakie widział (On lubi przesadzać) ja widziałam lepsze oczywiście ale ten wkładam do szuflady razem z Telmą i Louise oraz ze Smażonymi zielonymi... - czyli do moich NAJ :-) do których wracam kiedy mogę. Ściski od nas.

    ReplyDelete
  3. :-) Ale się cieszę! To jest taki comfort movie. Ja kocham. :-)))

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger