March 13, 2016

Krzysztof Kieślowski



Dziś mija 20 lat od śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, od którego tak na poważnie zaczęła się moja przygoda z kinem. Mam nawet gdzieś pierwszą stronę Gazety Wyborczej z tego dnia, z jego wielkim czarno-białym zdjęciem.
Pierwsze było "Podwójne życie Weroniki" (które dziś cenię najmniej), potem  "Trzy kolory". Nie wiem, ile razu widziałam "Niebieski". Czytałam w maturalnej jego autobiografię, mam scenariusze "Dekalogu" w wersji książkowej. Trochę później był "Amator" i oba "Krótkie filmy". Dziz najbardziej podoba mi się "Przypadek" z bardzo młodym, bardzo dobrym Bogusławem Lindą, jeszcze sprzed ery filmów Pasikowskiego. 
Na końcu obejrzałam jego dokumenty - na pierwszym roku studiów uczestniczyłam w przeglądzie filmów dokumentalnych Kieślowskiego. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że z tej okazji kilka tygodni wcześniej stacja Canal+ ogłosiła konkurs na scenariusz na film krótkometrażowy zgodny z konwencją kina moralnego niepokoju. Scenariusz napisałam, dostałam nominację i choć nie wygrałam, bardzo było to ciekawe i budujące doświadczenie. Choć oczywiście było mi przykro, że to nie podstawie mojego tekstu (traktował o staruszce, której jedynym przyjacielem jest kot) powstanie prawdziwy film.
W każdym razie wtedy właśnie pierwszy raz zobaczyłam min.: i "Szpital", i "Gadające głowy". Na studiach zaś jedne z wielu filmowych zajęć prowadził Andrzej Titkow, znany dokumentalista, przyjaciel Kieślowskiego z Filmówki i nawet, zdaje się, jego współlokator. Trochę było to jak dotykanie bóstwa przez medium, bez umniejszania postaci Titkowa, który robi świetne filmy dokumentalne (fabuły także, polecam jego "Światło odbite"). 
Zawdzięczam mu pierwsze rozważania na temat formy filmowej, na temat porozumienia pomiędzy widzem a reżyserem, zrozumiałam, że każdy film to jest sui generis dialog. W "O sobie" Kieślowski pisał tak:

"Dla mnie wyznacznikiem pewnego pułapu, jakości czy klasy sztuki jest moment, w którym czytając, oglądając czy słuchając czegoś, mam dojmujące i jaskrawe uczucie, że ktoś sformułował coś, co przeżyłem albo o czym pomyślałem."

No i ja mam tak z jego filmami. Opowiedział mi w nich coś, co przeczuwałam, ale nie umiałam nazwać. I za to bardzo dziękuję.  

Niektóre z dokumentów można legalnie obejrzeć tu: ninateka.pl

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger