March 24, 2016

"Ziemia obiecana". Wczoraj i dziś.

W listopadzie udało mi się zwiedzić w końcu pałac Izraela Poznańskiego w Łodzi. To był jeden z włókienniczych potentatów dziewiętnastego wieku, zbił ogromną fortunę na swojej fabryce (dziś jest w niej galeria handlowa "Manufaktura"). We wnętrzu pałacu kręcono sceny z Bucholcem z literackiej i filmowej  "Ziemi obiecanej" (choć pierwowzorem Bucholca był inny fabrykant - Karol Scheibler). 

Zdj. Wikipedia
Budynek oszołomił przepychem, potęgą ego właściciela, którego inicjały spozierały z każdego mebla. Z foteli, krzeseł, kominków i ścian. Sala, która wyglądała na salę balowa, okazała się być "jedynie" jadalnią (poniżej). W gabinecie widok na piękny ogród i bramę do fabryki (brama jest dziś wejściem do galerii, pozostała na niej kuta litera "P" (od Poznańskiego), którą w filmie Wajdy przerobiono na "B" (od Bucholca).  Żeby zawsze mieć wszystko pod kontrolą.

Zdj.castlesandpalaces.com.pl
W każdym razie dwa tygodnie temu tygodnik "Polityka" dołączył do sprzedaży film "Ziemia obiecana", który, ma się rozumieć, natychmiast kupiłam i obejrzałam. To był mój trzeci raz z biznesplanem Borowieckiego, Bauma i Welta. Ale chyba najbardziej przygnębiający. Bo to co reklamuje się jako dzieło o "wczesnym polskim kapitalizmie" wcale nie jest o "wczesnym polskim kapitalizmie". Jest o kapitalizmie w ogóle. On nie ewoluował. Lubimy łudzić się, że wszystko się zmienia na lepsze, cywilizuje i rzeczywiście robotnicy mają dziś nieco większe prawa (Ale...czyż mogą z nich korzystać, skoro mają do spłacenia lichwiarskie kredyty?) Ale tylko tu. Bo dzicy kapitaliści przenieśli się przecież do Azji, gdzie na czarno, za grosze pracują dla nich setki tysięcy ludzi. Nie męczą nas tu swym widokiem, swa nędzą i zmartwieniami, schowani bezpiecznie przez koncerny w zakładach w Bangladeszu, Indiach, Tajlandii.  (Wczoraj obejrzałam dokument SOS Home - piękny film, o tym, jak zniszczyliśmy Ziemię i gęba wykrzywiła mi się w grymasie, gdy na samym początku ukazały się logo różnych sponsorów, którzy litościwie odpalili dolę ze swoich fortun na to dzieło - dziewięćdziesiąt procent tych firm szyje i produkuje w Azji, przyczyniając się do burzenia i zanieczyszczania ekosystemu dzień po dniu. Co za hipokryzja....).
Film "Ziemia obiecana" zaczyna się ujęciem dymiących kominów - Łódź z miasteczka właśnie stała się najlepiej rozwijającym się ośrodkiem przemysłowym w Królestwie Polskim. To ponury, trujący żółty-siwy dym, który spowija wszytko wokół siebie, utrudnia widoczność i oddychanie. Dziś w jakimś sensie oddychamy nim wszyscy. 
Pyszna jest też scena w teatrze - nowa arystokracja w szeleszczących sukniach zajmuje najlepsze, najdroższe miejsca. Cała reszta, która nie załapała się na pociąg pierwszej klasy, ale nadal ma aspiracje, nadzieje, chęci - na krzesłach. To jest w ogóle metafora współczesności  - my wszyscy dziś za wszelką ceną chcemy siedzieć w lożach. Krzesła przestały wystarczać i gotowiśmy po trupach się wdrapywać wyżej, by widzieć więcej. Pozornie więcej. Kiedy na scenę wkracza artystka i siada na huśtawce, widać dokładnie z bliska jest pajacowatość. To nie artystka, to klaun w spódnicy. obrzydliwy, z czarnymi zębami, chichoczący szaleńczo. To jest najbardziej przerażająca scena w całym filmie. (Choć kiedy kiedyś wydawało mi się, że to scena w fabryce, kiedy przy pracy ginie robotnik a Borowiecki wścieka się, że trup zalał krwią tyle metrów materiału, które teraz na zmarnowanie pójdą). 
Film jest z 1974r., ale jakby dopiero teraz widać w nim wszystko jak w soczewce. Świat w roku 2016 jest światem "Ziemi obiecanej". Po stokroć gorszym, bo media sprzedają nam wizerunek tej "Ziemi" w ładnym opakowaniu "made in Disneyland". Fabryki zamieniły się w korporacje, każdy prezes każdego banku nie ma pojęcia, co robić z nadmiarem pieniędzy, a byle właściciel kamienicy wyrzuca jej mieszkańców na bruk jako niepotrzebną "wkładkę mięsną" (mówił o tym wielokrotnie chociażby Piotr Ikonowicz). 

Zdj. wajda.pl
Przepraszam za pesymistyczny nastrój tuż przed Świętami, ale ponieważ jestem pozbawiona jakichkolwiek złudzeń, że to wszystko przetrwa dłużej niż 50 lat, będę co jakiś czas powracać do tematu.

1 comment:

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger