May 07, 2016

Dzień sądu


Gdzieś w malutkim miasteczku na granicy bułgarsko-tureckiej mieszka Mityo ze swoim osiemnastoletnim synem. Żona niedawno zmarła na raka, Mityo w pierwszej scenie traci pracę jako kierowca ciężarówki, o porozumienie z nastolatkiem  domu bardzo trudno. Kiedy wszystko wali się na głowę, na dodatek zaczynają nachodzić komornicy i bankierzy - tonący chwyta się brzytwy, w tym wypadku byłego szefa straży granicznej, który teraz zajmuje się przemycaniem przez granice nielegalnych imigrantów. Pieniądze są duże. Ryzyko - jeszcze większe. 
Film Stephana Komandareva pokazywany był na Warszawskim Festiwalu Filmowym. I utkwił mi w pamięci jako ten, który bardzo dobrze się zaczyna, a następnie bardzo wzorcowo, czyli schematycznie kończy. Choć na tle setek niedobrych filmów zalewających ekrany, ten wyróżnia się bardzo - świetną reżyserią, dobrymi zdjęciami Krasimira Andonova, który zręcznie żongluje ujęciami z ręki i statycznymi pejzażami zamglonych Rodopów. Najbardziej kuleje scenariusz. Dialogi są miejscami melodramatyczne, zbyt oderwane od tego, jak wyglądają rozmowy w domu.
Sam temat główny jest stary oczywiście jak świat - konflikt pomiędzy ojcem a synem. Następuje  w każdym kolejnym pokoleniu i spisano na jego temat tysiące stron. Tym razem nowe jest tylko osadzenie tematu w geopolitycznej atmosferze. Dla samego Komandareva temat dobrze znany - kręcił wcześniej w tym rejonie filmy dokumentalne o uchodźcach. 
Tytułowe "The Judgement" (niefortunnie przetłumaczony na polski jako "dzień sądu") to przepaść przy wąskim przesmyku wysoko w górach - tą trasą prowadzi uchodźców Mityo. Ma z nią związane osobiste wspomnienia. Przejście jest trudne, spod stóp usuwają się drobne kamienie, które z głuchym hukiem spadają w czeluść. Jest mocno symboliczne - dla imigrantów "sąd" jest alegorią całej ich trudnej drogi ze Wschodu na Zachód. Niebezpiecznej, trudnej, takiej, która może kosztować życie. Zresztą Europa wyłania się im zza zamglonych szczytów, -majaczy na horyzoncie, nie chcąc do końca ukazać się cała. 
Szkoda, że o imigrantach nie ma więcej w tym filmie. Nie mówią wiele, staja się jedynie pretekstem do opowiedzenia historii ojca i syna, która dla odmiany w ogóle nie jest odkrywcza. Jest sporo o rozpakowywaniu ciężkiego plecaka ze wspomnieniami z przeszłości i o tym, że nawet syn nie może ich udźwignąć. A może zwyczajnie nie chce?

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger