May 11, 2016

Frankenweenie


Ten moment, kiedy wiesz, że obejrzysz bajkę inną niż wszystkie. A wiesz to, zanim pojawią się początkowe napisy i wyłoni się Disneyowskie logo - pałac Kopciuszka. Dwa słowa - Tim Burton. 
Tak, to jest film dla fanów Tima Burtona. I tak, to jest bardzo dobra kreskówka. Remake zresztą - ten rzadki przypadek, kiedy reżyser robi swój własny film jeszcze raz. "Frankenweenie" był w pierwotnej wersji (rok 1984) krótkometrażówką (za którą Burton został zwolniony z wytwórni Disneya, o ironio!). Burton wrócił do swojego pomysłu po latach i zaprezentował go w wersji pełnometrażowej i w animacji 3D. 
Czarno-biały film z charakterystycznymi postaciami - wielkookimi, ubranymi w czerń i wyglądającymi jak bliscy krewni rodziny Adamsów jest wszystkim tym, czym są filmy Tima Burtona. Czyli uroczo dziwacznym tworem, którego narracja pełna jest emocji z łatwością udzielających się widzowi (mój czteroletni syn płakał rzewnymi łzami i były to najpiękniejsze łzy małego kinomana). 
Victor Frankenstein jest chłopcem, który nie ma przyjaciół. Najbardziej lubi w samotności kręcić filmy (to autobiograficzna aluzja) i przeprowadzać naukowe eksperymenty. Kiedy przypadkiem ginie pod kołami samochodu jego ukochany pies Sparky (w polskiej wersji Korek), postanawia przywrócić kundelka do życia. Sparky staje się zatem potworem Frankenstaeina, ożywionym psim trupem, ale z tą różnicą, że wcale nie jest straszny, tylko nadal jest sobą - serdecznym druhem. Nieznacznie tylko pozszywanym. 
Ale eksperyment i tak wymyka się spod kontroli, co widza doświadczonego nie dziwi, wszak czytał Mary Shelley, a młodego fantastycznie zaskakuje i dostarcza pierwszorzędnej rozrywki. 
O filmach ze stajni Disneya mówi się, że są tworzone "ku pokrzepieniu". Tym razem też tak jest, ale całość pozostaje w konwencji horroru. Nie ma lukru, nie ma piosenek, nie ma kolorów. I to jest absolutnie ożywcze.  Burton trzyma się w tym obrazie kręgu znajomych z poprzednich dzieł tematów - czyli samotności, wyalienowania i potrzeby akceptacji (od razu przypomina mi się podobna do rysunkowego Victora wielkooka Winona Ryder grająca ekscentryczną Lydię w "Soku z żuka"). 
W swej monochromatycznej stylizacji "Frankenweenie" jest hołdem złożonym klasycznym filmom grozy (między innymi to ukłon w stronę filmu "Frankenstein" Jamesa Whale'a z 1931r. i kina ery niemieckiego ekspresjonizmu). Bardzo gorąco polecam, jeśli jeszcze tego obrazu nie znacie.

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger