June 05, 2016

Aurora

 Aurora Aksnes ma niecałe 20 lat i pochodzi z Norwegii. Jej debiutancka płyta o frapującym tytule "All my demons greeting me as a friend" ukazała się w marcu i jest, jak dla mnie, jednym z najlepszych debiutów ostatniego czasu. Tak, to wszystko gdzieś było. Ale jak świeżo brzmi! Synthpop, w którym specjalizuje się także bardzo lubiana przeze mnie Sia, wychodzi Aurorze niezwykle dobrze - po pierwsze ze względu na świetne aranżacje piosenek, ale także ze względu na piękne, smutne teksty (płyta jest w języku angielskim). Zresztą wyczuwam tu ducha niezłomności artystycznej takiego jak u innej skandynawskiej piosenkarki - Bjork (zresztą, o ironia, Bjork na swoim albumie "Vespertine" ma piękna piosenkę pod tytułem..."Aurora"). 

Gdzieś tam wyczuwam nutę absolutnej szczerości. To nie jest album "na sprzedaż" , choć i tak jego popularność zadziwia, biorąc pod uwagę niekomercjalną warstwę muzyczną. Sama Aurorę osobiście odkryłam na Spotify, ale wypłynęła ona na szersze wody dzięki piosence do reklamy sieci John Lewis w Wielkiej Brytanii (tak jak Ellie Goulding swojego czasu). Aurora ma niezwykle czysty, chciałoby się powiedzieć - anielski - głos, która współgra z jej subtelną, zimną, skandynawską urodą. To kobieta-dziecko. Tym bardziej uderza kontrast pomiędzy niewinnym, jasnym wyglądam a dojrzałymi, mocnymi tekstami. Zero słodzenia.
Motywem przewodnim całego albumu jest smutek po stracie, ale ma on odcień bardziej granatowo-czarny niż błękitny (blue). Za bohaterką tekstów, które śpiewa Aurora, są próby samobójcze ("not anybody knows I am lucky to be alive"), związek pełen przemocy ("he holds the gun against my head and I know he is killing me for mercy"), rozpaczliwe próby zatrzymania odchodzącego ukochanego ("I went too far when I was begging on my knees, when I cut my hands, so you could stand and watch me bleed"), choć sama młodziutka artystka przyznaje, że pisze piosenki opierając się niekoniecznie o własne doświadczenia. 
Sporo tu też odniesień do północnego kraju, z  którego pochodzi. Pojawiają się motywy łodzi, miecza i bitwy. Aurora w końcu jest rodowitą mieszkaną Bergen. 


Jest na tym albumie sporo o śmierci, o braku umiejętności odnalezienia się w świecie. Stąd pewnie te ćmy i motyle, którymi artystka otacza się w sesjach fotograficznych do albumu. Motyl jako symbol eteryczności, wolności, krótkotrwałości i marzeń. Na okładce jest zawinięta w kokon, w połowie zaledwie gotowa do lotu. Bardzo, bardzo jestem ciekawa, co będzie dalej.

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger