June 09, 2016

Dwoje na drodze


Jest taki film, który ja osobiście bardzo, bardzo lubię. To znaczy mam w pamięci (własnej i komputera itp.) wiele filmów, które lubię, ale tylko do kilku czuję taki naprawdę głęboki sentyment. Jednym z nich jest "Dwoje na drodze" Stanleya Donena z Audrey Hepburn i Albertem Finneyem. W swojej świetnej recenzji tego filmu (nawet nie aspiruję do tego kalibru) legenda amerykańskiej krytyki filmowej Roger Egber napisał tak:

"Love is ever so much, more satisfactory in the movies, where every other kiss is framed by a sunset, and people are always running toward each other in slow motion, their arms outstretched, while in the background the tide comes in, or goes out, or keeps busy, anyway.
I think maybe Stanley Donen was trying to come to grips with this problem of love in the movies when he made “Two for the Road.” Donen has always been a consistently intelligent maker of entertainment for mass audiences. The best Hollywood musical ever made, “Singin' in the Rain,” was his. A Donen movie, whatever its faults, always looks gon the screen." (Całość TU). 

Tym razem film też wygląda dobrze (plus TA obsada), ale jest wiwisekcją związku z dłuższym stażem. Czyli pan poznał panią i oto co się dzieje kilkanaście lat później. To dekonstrukcja komedii romantycznej, którą Donen niejako sam stworzył. Bardzo wydaje mi się to ciekawe, to rozbieranie gatunku cegiełka po cegiełce, a raczej kadr po kadrze. Oni na tle pięknych pejzaży, ale romantyzm wygasa, a nie rozżarza się. To bardzo szczery, ironiczny film.
Narracja odbywa się w dwóch panach czasowych i bardzo zgrabnie przeskakuje pomiędzy tym, co teraz, a tym co było - przed małżeństwem, wspólnym dzieckiem i latami tzw. pożycia. Kapitalne jet to zderzenie. Z jednej strony młodość, związek na pełnych obrotach. Z drugiej - znudzenie, rozczarowanie, zawsze przecież nie-tak-to-miało-wyglądac. 
Hepburn ciska w kąt rolę księżniczki ekranu i choć nadal śliczna i wielkooka - ma się wreszcie poczucie, że mogłaby być jedną z nas, zwykłych śmiertelniczek. Jej bohaterka bywa złośliwa, naiwna, sarkastyczna. W zależności od tego, czy jest młoda, czy starsza. Partnerujący jej Finney jest po angielsku pysznie naburmuszony przez większa część filmu. Dialog pomiędzy Nim a nią skrzy się od pierwszych minut, pozostaje kiwanie głowa w zrozumieniu. Lub rozbawieniu. 

Zatem wracam sobie do "Two for the road" raz na jakiś czas, otulam kocem, popijam herbatę i zmykam do świata z końca lat 60. Świata, gdzie ludzie tak najzupełniej normalnie ze sobą ...rozmawiali. 
Na koniec kilka zdjęć z planu filmowego. Znalezione na Pinterest. 



Tu powyżej z reżyserem, Stanleyem Donenem.

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger