June 27, 2016

Wojna *

* Uwaga spoiler!

Wojna w Afganistanie oczami Duńczyków. Bardzo inne kino od wojennych produkcji made in Hollywood. Co nie znaczy, że nie ma świetnego kina wojennego z tamtej strony oceanu, bo jednak przede wszystkim stamtąd. 
Co zatem urzeka w "Wojnie"? To że bohater jest z krwi i kości. Nie jest złotowłosym bohaterem ratującym świat przed zagładą. To że nie jest jednoznaczna wymowa obrazu - nie jest to ani film prowojenny, ani antywojenny. Wreszcie to, że pokazuje, iż wojna ma wiele twarzy i każdy ma niejako własny front, gdzie ją toczy.  Zresztą reżyser Tobias Lindholm nieprzypadkowo wybrał tak pojemne słowo jak "wojna" na tytuł swojego (trzeciego w dorobku) filmu. 
W skrócie - główny bohater Claus Pedersen (znany ze świetnego serialu "Borgen" Pilou Asbaek) jest dowódcą jednostki, który zostaje przez sąd wojskowy oskarżony o śmierć 11 afgańskich cywilów (w tym 8 dzieci). Cały dramat polega na tym, że ratował on w czasie akcji swojego kolegę. Afgańska rodzina, która dzień wcześniej szukała w duńskiej bazie schronienia, zostaje bestialsko zamordowana przez talibów - ci zabijają każdego, kto kolaboruje z zachodnim wojskiem. Pedersen, będąc pod ostrzałem, podejmuje złą decyzję. Ale jedyną, która może pozwolić na wycofanie jednostki - zezwala na zbombardowanie pozostałych w wiosce zabudowań. 

Zdj.ioncinema.com

W połowie filmu akcja przenosi się do pochmurnej Danii. Pedersen wraca do domu - do żony i trójki dzieci. Poznajemy ich już wcześniej. Żona żołnierza też zostaje na placu boju. Całkiem sama. Scena, kiedy jedno z dzieci połyka w ramach zabawy lekarstwa i ona musi jechać z nim na płukanie żołądka jest równie wstrząsająca, jak scena walki w afgańskiej wiosce. Dlatego ona prosi go, by skłamał w sądzie. Ośmioro dzieci gdzieś na końcu świata nie żyje, to smutne, ale zostało troje własnych, które już bardzo się za ojcem stęskniły i którego brak zaczyna się odbijać na ich zachowaniu.
Niezwykle ciekawy jest sam proces - sama sytuacja jest kuriozalna. Jak sądzić kogoś, kto działał w innej rzeczywistości? Jak rozważać za pomocą szkiełka i oka decyzje, które żołnierze podejmują czasem w  ułamku sekundy, będąc w sytuacji ryzyka utraty życia? Jak wrzucać na szalę czyjś  los, skoro samemu chodzi się od rana do wieczora w pięknej fioletowej bluzce z jedwabiu (pani prokurator) i nigdy nie spierało się z niej plam z krwi? 
Osią filmu są nie efekty specjalne i mistrzowsko kręcone ujęcia ostrzału, odwrotu czy ataku. Są nią dylematy moralne i etyczne. Plus surowe aktorstwo Asbeaka. Bez dramatycznych gestów, łez, krzyków. Minimum formy. Maksimum efektu. Intymny portret żołnierza, który wie, co się stało, ale który ma świadomość, że nie można nic na to poradzić, że nic nie da ukaranie go za wszystkie grzechy świata. Czy można być złym na własny instynkt przetrwania?Instynkt życia? 
Bardzo dobre kino. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger