July 26, 2016

Stranger things. Czyli powrót do przeszłości jest możliwy.



Netflix zrobił mi możliwie najprzyjemniejszą niespodziankę. Serial "Stranger things" braci Duffer jest jak pyszny deser. Deser, na który składa się nostalgia za latami 80., gadżety takie jak walkie - talkie i muzyka rodem z "Twin Peaks". Tak, to ośmioodcinkowy serial, który z premedytacją jest przeznaczony dla pokolenia tak jak ja urodzonego w końcówce lat 70., które wychowało się na "kinie nowej przygody" i zaczytywało Kingiem, kiedy zaczęło dorastać. Ale po kolei. Postaram się wyłuskać wszystkie smaczki, jakie zauważyłam w czasie oglądania "Stranger things", a że spisuję na gorąco tuż po seansie ostatniego epizodu, jest prawdopodobieństwo, że będę ten post update'ować, jeśli coś jeszcze mi się przypomni. 

1. Winona Ryder - królowa kina przełomu lat 80/90. Wielkooka reprezentantka pokolenia X, która zadebiutowała w filmie "Lucas" (tak ma na imię także jeden z bohaterów serialu "Stranger things"). Jedna z moich ekranowych idolek - był czas, kiedy oglądałam jej filmy po kilka, kilkanaście razy ("Heathers", "Boys", Orbitowanie bez cukru", "Skrawki życia", "Dracula", "Dom dusz", "Przerwana lekcja muzyki", "Wiek niewinności", "Edward Nożycoręki" i "Noc na Ziemi"- znam je na pamięć). Jasno świecąca gwiazda Ryder przygasła, kiedy piętnaście lat temu przyłapano aktorkę na kradzieży, ale w pamięci widzów Winona jest ikoną kina sprzed ery 3D i choć miała kilka filmowych wpadek (na przykład beznadziejny horror "Stracone dusze" w reżyserii Janusza Kamińskiego), to jest w moich oczach kimś, kto nie sprzedał skóry bardzo tanio. 
W serialu gra matkę zaginionego chłopca, musi więc dość mocno histeryzować, zatem sarnie oczy, w których czai się rozpacz i przerażenie, są jak najbardziej wskazane. :-) To jest naprawdę niezła aktorka, w dodatku czas obszedł się z nią bardzo łaskawie i Ryder z jakichś względów nie starzeje się (i nie jest to chyba zasługa chirurgów i botoksu, kompletny brak w jej twarzy elementu sztuczności.)



2. Dzieci. 
Kino lat 80. obfituje w kapitalne filmy z dziecięcymi aktorami. A że w "Stranger things" nieodłącznym atrybutem dzieci są rowery, nie sposób pomyśleć o "E.T."Stevena Spielberga niemal natychmiast. Ale nie tylko "E.T.', bo i "Goonies". Jeden z bohaterów (Dustin - w baseballówce) wygląda nawet jak Chunk (poniżej). Chunk musiał trząść galaretowym brzuchem ku uciesze kolegów - Dustin strzela stawami w palcach, by szkolne łobuzy dały mu spokój. I tu dalej- szkolne czarne charaktery w obu filmach mają na imię Troy. 



Mike (także imię głównego bohatera 'Goonies", na zdjęciu z tyłu w beżowej kurtce) ma urodę Wila Wheatona z filmu "Stand by me" na podstawie opowiadania Kinga, a tajemnicza Eleven (z prawej), posiadająca kinetyczne zdolności (znowu King!) grana jest (genialnie nawiasem mówiąc) przez Millie Brown (nie mylić z performerką Millie Brown malującą własnymi wymiotami) i wygląda w tym filmie jak młodziutka Winona Ryder, kiedy zaczynała przygodę z filmem. 
Do tego jest jeszcze Jonathan (Charlie Heaton) - starszy brat Willa, zaginionego chłopca, który nieprzypadkowo ma urodę Rivera Phoenixa (który też kolei pojawił się m.in.: w filmie "Stand by me"). Zagadka - czy na zdjęciu jest Charlie czy River?


3. Steven Spielberg.
Oczywista oczywistość, że film jest ukłonem w stronę Spielberga. Jest niemal "filmowym listem miłosnym" (określenie braci Duffer). Plakaty ze "Szczęk" pojawiają się w pokojach bohaterów. O nawiązaniu do "E.T." już pisałam, ale oprócz rowerów jest jeszcze jedno - Lucas przebiera Jedenastkę w ubrania siostry tak jak Drew Barrymore przebierała E.T. Do tego jest jeszcze tu duch "Spotkań trzeciego stopnia" i echo wiary w więzy przyjaźni, które mogą połączyć zwykłego człowieka i kosmitę/osobę z nadnaturalnymi zdolnościami.

4. Stephen King.
Dwóch Stefanów patronuje serialowi. Od samego początku aura powieści "Króla" przenika z co drugiego kadru. Po pierwsze mamy małe, najzupełniej zwyczajne miasteczko Hawkins w Indianie. (U Kinga zawsze jest to małe, niepozorne miasteczko, najczęściej w stanie Maine, gdzie autor mieszka). Stan Indiana należy do grupy tzw. flyover states - tu się nie wysiada, nad nimi się przelatuje ze wschodniego wybrzeża na zachodnie. Nie wysiada się, bo nie ma po co.
Hawkins okazuje się być jednak centrum najdziwniejszych, najbardziej fantastycznych, mrożących krew w żyłach i niebezpiecznych wydarzeń. W laboratorium Department of Energy prowadzi się doświadczenia na dzieciach (szwarccharaktera i szefa labu gra Matthew Modine). Jedno z nich (Jedenastka właśnie) ucieka, ale ucieka też jeszcze mroczny potwór, który zaczyna porywać ludzi z okolicy. Jednym z pierwszych zaginionych jest Will, który wraca do domu rowerem późnym wieczorem po partyjce gry "Dungeons&Dragons" z kolegami. Rozgrywka kończy się przegraną Willa - porywa go Demogorgon, który za moment materializuje się. I naprawdę porywa Willa (to nie jest spoiler, to prolog serialu, pierwszych 7 minut). Tylko matka Willa wierzy, że syna można odnaleźć i ocalić.
Odcinek czwarty, czyli rozdział czwarty ma tytuł "The Body". Tak nazywa się jeden z najlepszych tekstów Kinga, przeniesiony na ekran jako "Stand by me" . Opowiada on o paczce dwunastoletnich przyjaciół, którzy wędrują przez okolicę w poszukiwaniu tytułowego "ciała". W odcinku tym strażnik na posterunku czyta książkę. Jest nią "Cujo" Stephena Kinga, w której potworem jest wściekły pies, który terroryzuje matkę i syna. Matka zrobi absolutnie wszystko, by uratować swoje dziecko.
Jest tu też sporo z powieści "To" - zło przybywa znikąd, jest niewytłumaczalne, a w jednej ze scen, kiedy Joyce wręcza synowi bilety na film "Poltergeist" (pamiętacie?:-)) i pyta go, czy nie będzie się bał, Will odpowiada, że nie, bo już niczego się boi. "Nawet klaunów?"- pyta matka.

4. Inne nawiązania.
Od "Z archiwum X" do "Pogromców duchów". Motyw muzyczny bardzo przypomina ten z "Twin Peaks"  i w ogóle ukłony jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową, bo lata 80. zostały odtworzone niezwykle precyzyjnie  w warstwie muzycznej. Piosenką, która przejwija się przez serial, jest "Should I stay or should I go" zespołu The Clash (utwór ten był ilustracją muzyczną reklamy Levi'sów w 1991r.)
Efekty specjalne również w większości zostały osiągnięte metodami sprzed 30 lat  - cały mroczny Świat Po Drugiej Stronie jest plątaniną topionej gumy i plastiku, ale to tak ma być - całość ma przypominać galaretowatą ektoplazmę (ponownie kłaniają się "Pogromcy duchów").

5. Moda i wnętrza. Czas bez Facebooka.
Wszelcy krytycy podkreślają dbałość odtworzenia klimatu lat 80. w strojach i architekturze wnętrz. Była to era prawdopodobnie najbrzydszych ubrań i fryzur w historii mody i choć mieszkania w blokach w Polsce nie przypominały amerykańskich domów na przedmieściu, to ogląda się z łezką w oku. Bo to czas, który dla moich dzieci już będzie niemal tak prehistoryczny jak epoka dinozaurów. Czas bez Facebooka, czas komputerów Atari, czas spotkań oko w oko i telefonów stacjonarnych. Tęsknię bardzo za tą prostszą wersją życia, gdzie relacje międzyludzkie były oparte na prawdziwej rozmowie, a dzieciaki mogły do ciemnej nocy objeżdżać podwórka na składakach i budowac forty. Kto dziś buduje forty??

Będę wracać do "Stranger things" i mam nadzieję, że powstanie sezon drugi.



1 comment:

  1. Zostawili sobie furtkę do drugiego sezonu - patrz ostatnie minuty finału (no nie będę spoilerować :)), ale sama nie wiem, zawsze jak pierwszy sezon jest taki dobry, boję się kontynuacji, że już nie udźwigną...

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger