August 10, 2016

Barany. Islandzka opowieść.

To jest takie moje kino. Kameralna, prosta, z życia wzięta historia. Z ogromną przyjemnością obejrzałam islandzki film "Barany" - ciepłą opowieść o dwóch, skłóconych od lat braciach - Gummim i Kiddym, hodowcach owiec, które w wyniku humorystycznej akcji okażą się katalizatorem spotkania obu panów. Stary jak literatura motyw skłóconych braci zostaje tu poddany kolejnej obróbce. I tak, jest cena, którą obaj zapłacą za swój barani upór.
Grimur Hakonarson - reżyser i autor scenariusza - niezwykle sprawnie przeplótł elementy dramatu i komedii. Mieszanka najważniejszych czynników życia jest w "Baranach" umiejętnie skomponowana i ani razu wahadło nastroju nie wychyla się w stronę sentymentalizmu czy też absurdu. Jest to opowieść nie tylko o pogodzeniu zwaśnionych stron (skłóconych tak dawno temu, że najprawdopodobniej nie pamiętających już powodu sporu), ale i o sile natury. Islandia i jej księżycowy krajobraz są drugoplanowym bohaterem historii. Widać w sposobie kadrowania, przyglądania się chłodnym okiem kamery różnym odcieniom bieli, że Hakonarson jako twórca filmowy wywodzi się z dokumentu.  W "Baranach" pokazuje nam Islandię prowincjonalną, tę z dala od utartych, popularnych szlaków, z dala od miast i miasteczek (których jednak, bądź co bądź, nie ma na tej wyspie zbyt wiele). Jedynym echem cywilizacji są pracownicy ubezpieczeniowi. 
Kiedy się jest mieszkańcem wietrznego pustkowia, owce, z którymi żyje się po sąsiedzku, stają się czymś więcej niż częścią biznesplanu. Mamy wrażenie, że Gummi każdą z osobna lubi i ceni inaczej, są jego podpora i otuchą. Białe, kłębiaste zwierzaki o, przyznajmy to, niezbyt rozumnych oczach, stają się w zasadzie dla obu braci sensem istnienia. To wobec nich ludzie są uczuciowi, z nimi rozmawiają czule i szeptem. Wobec siebie samych są bardzo małomówni, mrukliwi. Za gęstymi brodami nie czai się żaden sympatyczny uśmiech. 
Trzeba przyznać, że kiedy czytałam, o czym ten film jest, zastanowiło mnie, jak można skonstruować fabułę wokół miłości do baranów. A jednak można! I jest ona na tyle fascynująca, że na półtorej godziny wpadamy w tę opowieść po uszy. Jest i zabawnie, i wzruszająco. 
Zdj. festival-cannes.fr

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger