August 08, 2016

Opiekun



Jak pisać o śmierci? Krótkimi zdaniami, bez ozdóbek, jak Borowski. Jak o niej mówić? Może lepiej milczeć. Jak o niej robić film? 
W filmie tak łatwo o przerysowanie. Aktorzy uwielbiają malowniczo umierać, to się często wiąże z masą nagród. Taka Emma Thompson na przykład w filmie "Wit" umiera wręcz koncertowo. Poza tym śmierć na planie wydaje się taka łatwa - wszak w kinie trup ściele się gęsto i nie robi na widzach już żadnego wrażenia. 
Tym bardziej na uwagę zasługę niezwykle intymny portret śmierci w filmie "Opiekun". Nie ma szlochania, łez, dramatu przez wielkie "D".  Jest minimalistycznie, bez nadwyżki środków ekspresji i jest bardzo przejmująco. Tytułowy opiekun to pielęgniarz David (Tim Roth chyba w życiowej roli), który zajmuje się terminalnie chorymi. Poznajemy go jako opiekuna Sarah, umierającej na AIDS. Kobieta siedzi na stołeczku pod prysznicem, chudziutka, słaba i blada, David myje ją delikatnie. Potem podnosi, ubiera. Za moment z wizytą wpada rodzina. Jakaś rozmowa o niczym, jakieś wygrzecznione dzieci ("Powiedz cioci papa"), jakieś zapewnienia, że zajrzą w przyszłym tygodniu. Wszyscy w tym pokoju czują się niekomfortowo, to oczywiste. Sarah nie ma siły siedzieć, rodzina jest zakłopotana jej niesprawnością i nie do końca wie, co powiedzieć i jak się zachować. Kiedy wychodzą, zostaje tylko David i to nam od razu daje obraz tej postaci. Opiekun po prostu jest. Zawsze. Nakarmi, położy spać. To on myje ciało Sarah po śmierci - nie dlatego, że to leży w jego obowiązkach, ale dlatego, że tak wypada. Niesamowite, jak w tym filmie udało się odseksualizować ludzkie ciało. Jest nagie, woskowe, nie ma nic wspólnego z ciałami z reklam i ulic.
David zaczyna następnie pomagać sparaliżowanemu po wylewie Johnowi. John nie może znieść uzależnienia od rodziny, od litościwego spojrzenia żony i konieczności podcierania pupy przez obcych. Czuje się odarty z godności do szpiku. Opiekun znowu okazuje się być człowiekiem na właściwym miejscu - wie, kiedy puścić Johnowi pornosa, a kiedy go zwyczajnie potrzymać za rękę, w milczeniu. Rodzina oskarża Davida o molestowanie, nie zdając sobie sprawy, że to oni są tymi, którzy odmówili zrozumienia ojca i męża, ubezwłasnowolniając go w jego własnym łóżku i traktując jak niemowlę. 
Pomiędzy kolejnymi pacjentami poznajemy Davida prywatnie. Widzimy, jak czasem kradnie tożsamość pacjentów, jak miesza sferę zawodowa z osobistą (w pubie opowiada o Sarah tak, jakby była jego żoną). Po co to robi? Zaciera granicę pomiędzy tym, za co mu płacą, a za co nie, żeby pogłębić relację z pacjentami, nawet jeśli ta relacja jest tylko w głowie. Nie narusza granic intymnych swoich pacjentów, ale dzięki temu może iść na ich pogrzeb i nie czuć się nie na miejscu.
David ukrywa też przed nami swoją przeszłość. Dogania go ona jednak i nie pozostaje nam nim prócz serdecznego współczucia. Lubimy Davida, rozumiemy go. 
Dużo tu planów ogólnych i amerykańskich, mało zbliżeń - to własnie odróżnia "Opiekuna" od filmów o umierających bohaterach. Dzięki temu dystansowi widzimy całość, nasza uwaga skupia się nie tylko na cierpieniu chorujących, ale na głównej postaci. Trochę podglądamy Davida przy pracy przez uchylone drzwi. Starość i choroba nie są na miarę Kalifornii. Nie pasują tu. Dlatego pacjenci są zawsze w pomieszczeniach, z dala od reszty świata, który pędzi do przodu w rozsłonecznione, jasne dni. Jedni się zaręczają,, inni konają. o tych  drugich nie chcemy i nie umiemy rozmawiać. Stąd też pacjenci Davida są tak strasznie samotni. Najbliżsi albo odwiedzają kurtuazyjnie, albo upupiają, albo w ogóle nie wpadają, bo nie mam czasu, są zajęci życiem. David okazuje się być jedynym, który rozumie. Uczłowiecza chorobę podopiecznych, ale nad śmiercią nie jest w stanie zapanować, choć jednej z pacjentek pomaga umrzeć. Śmierć jest ślepym przypadkiem, nie ma w niej żadnej logiki, nie ma w niej nic z bohaterstwa. Widzimy to we wstrząsającej, ostatniej scenie. 
Bardzo dobry film Michela Franco, który już raz w podobny sposób przyglądał się swoim bohaterom w "Pragnieniu miłości". Nazwisko do zapamiętania. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger