August 23, 2016

Warłam Szałamow


Dziś Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu. Stąd krótka notka na temat Warłama Szałamowa, autora wstrząsających "Opowiadań kołymskich". Był dwukrotnie więźniem Gułagu. Za pierwszy razem spędził dwa lata na północy Uralu, za drugim - czternaście na Kołymie, gdzie pracował przy wyrębie lasu i w kopalniach złota. Po amnestii w 1956 odzyskał dobre imię, ale nigdy wrócił do zdrowia. Do końca życia rozpaczliwie bał się zimna i głodu, chowając chleb pod materac swojego łóżka. 

"Opowiadania kołymskie" są jedną z najtrudniejszych lektur, jakie miałam w rękach w całym swoim życiu. Właściwie można by cytować każde zdanie i płakać nad losem tych, które ono opisuje. I o ile Gustaw Herling-Grudziński ratował ludzką godność w "Innym świecie", pomimo całego okrucieństwa świata wokół, o tyle Szałamow nie ratuje nic, bo nic nie da się uratować. Zezwierzęcenie w łagrach, doprowadzanie ludzi na krańce wytrzymałości, poza linię cierpienia, współczucia i miłości nie miało już żadnych punktów stycznych z godnością.


"W łagrze, aby stać się „dochodiagą” – cieniem człowieka, młody, zdrowy człowiek rozpoczynający swą karierę w wyrobisku na „czystym powietrzu” potrzebuje nie mniej niż dwadzieścia do trzydziestu dni przy szesnastogodzinnej pracy bez wolnych dni, przy stałym głodzie, porwanej odzieży i noclegach w dziurawych brezentowych namiotach na sześćdziesięciostopniowym mrozie; bijący dziesiętnicy, bijący starostowie-kryminaliści, bijący konwojenci – przyspieszają nieco ten proces." (cyt. za Wikipedią)


Pierwszy raz z Szałamowem zetknęłam się jeszcze w liceum i pamiętam, jak polonistka czytała nam jedno z tych opowiadań na głos. Łamał jej się głos. Kilka lat później, kiedy sama miałam tom w rękach, zrozumiałam, że czytanie tego nam wtedy to był wyczyn. Sto trzy opowiadania są jak sto trzy ciosy w brzuch. Przejmuje do szpiku północne zimno, lodowate podmuchy wiatru, świat, gdzie splunięta ślina zamarza w połowie drogi na ziemię. Zamienia żołądek w kamień opisywany tu głód. Głód, którego nie można niczym zaspokoić i który budzi gniew. Zawsze gniew. 

U Szałamowa piękny jest język - język nie tak suchy, nie tak analityczny jak język Sołżenicyna. Nie ma tu danych, liczb, skali. Są wykute w lodzie i wiecznej zmarzlinie przeżycia jednego człowieka, jego perspektywa, jego emocje. To sprawia, ten pojedynczy ludzki pryzmat, że jest to książka głęboko humanistyczna. Rozdzierająco wręcz. Jakby Szałamow dopisał dalszą część "Piekła" Dantemu. Jakim cudem udało się zachować autorowi resztki wrażliwości na słowo, na przyrodę - nie wiem. Ale są "Opowiadania kołymskie" smutnym, pięknym kilimem ludzkiej pamięci, która pozostaje jedynym narzędziem ocalenia tysięcy istnień pochłoniętych przez magadańskie zimy. Wszyscy inni pomarli. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger