September 01, 2016

J jak Julia. M jak Marcell

Julię Marcell odkryłam bardzo dawno temu. Jeszcze w czasach, gdy na swą debiutancką płytę zbierała pieniądze na portalu crowdfundingowym Sellaband. Udało jej się chwilę wcześniej wydać EP pt.: "Storm". Tam pojawiła się piosenka "Jack the Ripoff" , która była ukłonem w stronę Tori Amos. I duch Tori uniósł się także nad albumem "It might like you" nagranym  w Berlinie. A potem? A potem Julia nabrała wiatru w żagle. I każda kolejna płyta była już zupełnie nie tylko inna muzycznie niż muzyka Tori, ale inna od poprzednich Julii. Doceniła to "Polityka" wręczając piosenkarce "Paszport" w 2011r. To artystka, która szuka, śpiewa własnym głosem, nie idzie z prądem i nie najłatwiejszą drogą. 
Ostatni album "Proxy", który zakupiłam sobie wczoraj - choć składa się tylko z ośmiu kawałków, co pozostawia pełen niedosyt - jest pierwszym nagranym w całości w języku polskim. I jest cudowny do słuchania ze względu na funkowy beat i ironiczne, błyskotliwe teksty. Wyłania się z nich współczesny świat, błyszczący fałszem z ekranów telewizorów. 

Kiedy byłam małą dziewczynką,
modliłam się o urodę.
Dzisiaj jestem już pewna -
wolę być ładna niż mądra.

Na co komu ta mądrość?
Tylko się człowiek stresuje.
Głupotę ci każdy wybaczy,
brzydoty nie daruje.

W telewizorach - przemoc, 
w galeriach handlowych - przemoc,
z okładek kobiecych pism - przemoc
uśmiecha się w bikini,
i mówi: "Życie za pysk trzymaj,
niech się za bardzo nie ślini."

Dmuchawce, latawce, wiatr,
pode mną z Ikei świat.
Szyby niebieskie od telewizorów.
Cellulit i celuloid.

/Tarantino/ 
 Polecam na dobry początek jesieni. 


No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger