October 08, 2016

Nasza młodsza siostra

Zawsze jak obiecam, że "jutro pojawi się nowy post", wszystko sprzysięża się przeciw pisaniu. Bo jak, powiedzcie mi, jak oderwać się od drugiego sezonu serialu "Narcos" i książki Szulskiego o szkole? No jak?  Nie da się. 
Zatem dziś w drobnej wolnej chwili pomiędzy urodzinkami, kupnem papugi, filmem "Księga dżungli" oglądanym z wypiekami przez potomstwo - obiecana recenzja "Naszej młodszej siostry", obejrzanej online dzięki VOD. (TU)
W swoim kolejnym filmie Hirokazu Kore-eda po raz kolejny usiłuje rozsupłać zawikłane relacje międzyludzkie i rodzinne. To jest takie "moje kino" - osią akcji są losy trzech dorosłych sióstr, które podczas pogrzebu ojca poznają czwartą - przyrodnią, kilkunastoletnią Suzu Asano. Starsze siostry mieszkają razem, są już samodzielnymi młodymi kobietami, choć w sumie nie mogłyby się chyba bardziej różnić. Sachi jest najbardziej odpowiedzialna i zaradna, życie Yoshino to jedna wielka impreza a Chika jest gdzieś pomiędzy nimi. Kłócą się, godzą, ale lubią się i spędzają ze sobą mnóstwo czasu, osiągnąwszy coś na kształt małej rodzinnej stabilizacji. 
Kiedy całkiem znienacka pojawia się w ich życiu trzynastolatka, dziewczyny muszą stać się dla niej bardziej matkami niż siostrami. Sachi będzie musiała tez dokonać wyboru pomiędzy życiem rodzinnym i wychowaniem siostry a życiem prywatnym i miłością. 
Fabuła filmu oparta jest na mandze dla kobiet autorstwa Akimi Yoshidi  pod tym samym tytułem i choć postacie są rzeczywiście nieco komiksowe, trochę jednowymiarowe (każdą z sióstr dałoby się w sumie określić jakąś jedna główną cechą), ale dzięki temu sama fabuła staje się bardzo uniwersalna. Jest "Nasza młodsza siostra" jak minimalistyczny japoński obrazek z morzem i domkiem z tarasem w tle. W takim domku (przepięknym, bardzo zamarzyłam o japońskiej chatce nad oceanem) nie dzieją się najważniejsze rzeczy na świecie, ale te zwykłe, na miarę każdego. Piękny w tym filmie jest motyw wspinaczki na wzgórza, by dojść do domu. I tak mi się skojarzyła z nią cała fabuła - jest jak wchodzenie na łagodne wzgórze, z którego szczytu rozciąga się malowniczy widok. Tym razem wszystko dobrze się skończy. Bardzo żałuję, że nie mam siostry. :-) I sadu, który wiosną zakwitłby tak:


No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger