October 10, 2016

Wołyń

Cokolwiek napiszę, będzie brzmiało banalnie. Że film trudny a temat ciężki, że Smarzowski jak zwykle zostawił nas wstrząśniętymi i z poczuciem, że brudną szmatą ktoś nam wytarł buzie. Wszystko to będzie prawdą, ale i wszystko zostanie dzięki temu strywializowane. Bo co to znaczy trudny film? I trudny temat? Jakoś w przypadku "Wołynia" słowa tracą pojemność. Zatem garść luźnych skojarzeń.Może z patchworku myśli wszelakich wyłoni się coś nas kształt recenzji. 
1. To nie jest film o złych Ukraińcach. Jednak. Tego się chyba bałam najbardziej, choć ufam Smarzowskiemu, jego osądowi i wrażliwości. To jest film o świecie wywróconym do góry nogami, co pięknie symbolizuje scena ze ślubnym fotografem. Zgodnie z prawem działania camery obscury obraz na zdjęciu zostaje odwrócony - wszyscy biesiadnicy, polscy, ukraińscy, uśmiechnięci po zabawie stoją na głowie. Za moment stanie na niej cały  świat i wszystko przestanie być zrozumiałe. To film o tym, jaką potworną rzeczą jest nacjonalizm. I o tym, że gniew wstrzymywany latami kipi.
2. To jest też o film o tym, jak wygląda świat, kiedy zerwie się z łańcucha Bestia Historii (o której tak pięknie w "Miedziance" pisał Filip Springer).  Pojedynczy ludzie są pionkami na planszy i nie mają pojęcia, kto prowadzi grę. Raz przychodzą Niemcy, raz komuniści, na koniec banderowcy. Przed kim uciekać bardziej? Do kogo?
3. To nie jest film o miłości. Choć jest o dziewczynie, Zosi Głowackiej, która urodziła się pewnie po to, by pięknie kochać. Widzimy świat jej oczami, to ona jest główną bohaterką. Zabrakło mi w aktorce Michalinie Łabacz jakichś niuansów, jakiejś głębi, nie wiem, być może się czepiam, ale jak sobie przypomnę Agatę Kuleszę w "Róży", to jednak wolę tamte nuty aktorskie. Poza tym aktorski team Smarzowskiego stworzył majstersztyk - i Arkadiusz Jakubik, i Jacek Braciak, i Gabriela Muskała, i wypatrzony przez mnie Michał Gadomski, którego pamiętam recytującego wiersze na wszelakich akademiach w liceum. 
4. To jest film o okrucieństwie i niedowierzaniu. "Sąsiady" - mówi jedna z kobiet. Nawet po tym, co widziała, w tym głosie jest zdziwienie. Bo jak to? Ci zza płotu? Z wesela? "Nasi nam powiedzo" - łudzą się chłopi we wsi. Tym samym nie jest to jednak film o wojnie. Na wojnę idą żołnierze, na cywilów spadają bomby. Nie idzie się na wojnę z motyką do znajomego za miedzę. Z tym, że ponieważ, jak już wspomniałam, to nie jest czarno-biały świat, są i dobrzy oni, i źli nasi. Wielkie brawa za znokautowanie wizerunku polskiego żołnierzyka, co to kulę sobie w łeb wpakuje, bo to honorowo, a kobiet we wsi przed hołotą z widłami nie obroni. Bo ma ważniejsze sprawy na głowie. 
5. Ostatnie scena - czy ucieczką przed piekłem jest śmierć czy szaleństwo? Czy Zosia umarła, czy zwariowała? Czy możliwe jest życie po końcu świata? Zero-jedynkowe myślenie nie działa przy udzielaniu odpowiedzi na te pytania. Bardzo dobrze, bo żyjemy w czasach wybitnie oddających się woli logarytmów wszelakich. Koniec świata wymyka się logarytmom. 
6. To film o tym, że zło nie ma końca i nie można przed nim uciec. Żądza mordu budzi tylko żądzę mordu, a zemsta chęć zemsty. To nie ma końca, raz zadane rany jątrzą przez całe pokolenia. I dlatego ten film po projekcji wyświetla się jeszcze raz pod powiekami. Sam. Nie chcemy, a się wyświetla. Gdzie uciekniesz, jak przyjdą po ciebie i twoje dzieci? Bo pewnie kiedyś przyjdą. Jacyś oni. 
7. Kilka fantastycznych zupełnie scen - z odcinaniem warkocza po ślubie (siekiera użyta po raz pierwszy), z wilczycą, która symbolizuje i mroczne siły, i siłę macierzyństwa, i wreszcie trzy homilie, które pokazują trzy rożne sposoby tłumaczenia Słowa Bożego. Ta o kąkolu w polu pszenicy i czasie żniw - przeszywająca na skroś, nie do pojęcia, mrożąca krew. Scena z palącym się chłopczykiem, obwiązanym snopkami - okrutna, ale wszyscy jesteśmy chyba w miarę łatwopalni jak słoma. Łatwo podżegać do... (dowolny zestaw pojęć wpisać w miejsce kropek). I łatwo się zapalić od podżegania. Potem idzie samo.
8. Kapitalny montaż. Rodem z Siergieja Eisensteina. Ponieważ to nie jest historyczna akwarelka o husarii i bitwie pod Wiedniem, tylko opowieść, której nikt jeszcze w filmie fabularnym nie opowiedział i wziął się za nią doświadczony reżyser - mamy tu mnóstwo ciekawych rozwiązań formalnych. Jest dynamicznie, dużo szybkich cięć, miejscami zmienia się wszystko jak w kalejdoskopie po to, by zwolnic i w dłuższych ujęciach zestawić ze sobą dwie różne sceny.


1 comment:

  1. To przerażające że jako Polacy mamy taką historię, że nawet boimy się oglądać ją na ekranie.Bardzo ciekawa recenzja.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger