November 22, 2016

Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy.

Tego w wierszach Szymborskiej nie ma - takiej frywolności stylu, takiej lekkości bytu i unoszenia się nad ziemią ze szczęścia. Korespondencja między Noblistką a Filipowiczem jest, chciałoby się rzec, przeurocza. Ale to prawda. Nie ma tu cienia infantylizmu, żadnych "dzióbków" i "serdeniek", ale jest to bardzo swobodna wymiana myśli i uczuć ludzi, którzy nadają na tych samych falach, "cwałują obok siebie" - jak określiła to sama poetka w telewizyjnym wywiadzie. Czy można w 2016 "cwałować obok siebie"na fejsiku? Pozwolicie, że pozostawię bez odpowiedzi to pytanie. 
Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz nigdy razem nie mieszkali. Ale przez ponad dwadzieścia lat tworzyli bardzo mocno związaną ze sobą parę, udowadniając, że tym, co nas łączy z drugim człowiekiem, nie jest wspólny adres. Poznali się w latach 40., ale ich związek zaczął się rozwijać dopiero w drugiej połowie lat 60. Byli za sobą do czasu śmierci Filipowicza w 1990r. Przez te lata wymienili ze sobą setki listów - często bywali osobno. Ona w sanatorium, on na rybach

 ("Panie Filipowicz! Osoba, z którą się Pan zadajesz, to nawet nie wie, gdzie ryba ma głowę, a gdzie ogon. Zastanóf się Pan, czy taka znajomość nie kąpromituje uczciwego rybaka. Przyjaciel)

w rozjazdach, odjazdach, na spotkaniach tu i tam. Stąd ta korespondencja. Zabawna, inteligentna, mądra, z głębi serca. Listy są uzupełnione o wyklejanki i wycinanki oraz rysunki i komiksy. Ironiczne i purnonsensowe - oboje byli fanami purnonsensu. W listach często też wcielali się w wymyślone przez siebie postaci - ona była hrabiną Lanckorońską a on wypełniającym jej rozkazy Eustachym Pobóg-Tulczyńskim. 

"Droga Wisławo!

Proszę o możliwie szybką odpowiedź: czy będziesz ze mną chodziła
na piwo do Gospody Zamkowej? Nadszedł właśnie transport
piwa butelkowego, pełnego. Niestety schody prowadzące do lokalu
są fatalnie oblodzone, co daje się we znaki zwłaszcza przy opuszczaniu
Gospody Zamkowej!
Uściski – K."


Żal ściska, że dziś już nikt tak nie pisze, że po nas zostaną tylko bezduszne cyfrowe hałdy. Żal, że nikt już nie jeździ zwyczajnie powędkować i pomieszkać pod namiotem, tylko wszyscy ten Egipt i ta Costa Brava. Z drugiej strony zastanawiam się cały czas, czy to jest to, czego chciałaby sama Szymborska, która tak chroniła swoją prywatność. Nie wylewała z siebie opowieści o swojej miłości i życiu osobistym do gazet.To było coś najdroższego, tylko ICH, nie na sprzedaż. O wielkiej stracie, jaką byłą śmierć Filipowicza, mówił wiersz "Kot w pustym mieszkaniu" (o tym, notabene słynnym, kocie sporo w ogóle w listach).  Teraz mamy ten skarb, tę miłość, te listy w postaci książki. Czy zasłużyliśmy? Co z tym zrobimy? Upchniemy w tym samym rzędzie, w którym jest Kim Kardashian i Kanye West? 

Zdj. z Wysokich Obcasów








2 comments:

  1. Dawno mi się niczego tak dobrze nie czytało. Bardzo intymne momentami listy o pięknej miłości. O takim uczuciu, że się czuje, że oni chcieli ze sobą dzielić świat.

    ReplyDelete
  2. Prawda? Ja się też wzruszałam i ciepło na sercu mi się robiło,że można tak pięknie,bez fleszy, bez wystawiania się na pokaz. W ogóle jest coś niesłychanie czułego w samej idei pisania listów. Pozdrawiam!

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger