November 13, 2016

Opowieść o miłości i mroku

Sfilmowanie ponad 600-stronicowej autobiograficznej powieści Amosa Oza byłoby wyzwaniem dla wytrawnego reżyser, co dopiero  dla debiutantki. Tymczasem Natalie Portman, bo o niej mowa, wychodzi z tego starcia zwycięsko. Czy to najlepszy film jaki kiedykolwiek widziałam? Nie. Ale to porządna, liryczna opowieść. I - co najważniejsze - niezwykle szczera. Przywiązanie do Oza i Izraela widać u Portman w każdym kadrze. 
Akcja filmu zaczyna się Jerozolimie w 1945. Jesteśmy tuż powojnie i tuż przed wojną. Za moment Żydzi otrzymają własne państwo i za moment będą o nie walczyć ze wszystkimi dookoła. Narratorem opowieści jest mały Amos (Amir Tessler, doskonały - bez niego ten film nie byłby w połowie tym, czym jest) i przez jego dziecięcą wrażliwość przefiltrowane są zarówno wydarzenia historyczne, jak i historie rodzinne. Bardzo często mamy tu też element  szkatułkowy - pojawia się opowieść w opowieści. Synowi dużo opowiada matka - jego oczami widzimy to, co jego młoda wyobraźnia podpowiada mu w trakcie opowiadania. Sama matka - piękna Fania (Portman) jest równie ważną jak syn postacią. Fania pochodzi z Ukrainy, cudem ocalała z Zagłady. Mieszkańców jej wsi i okolicznych miasteczek Niemcy wystrzelali w ciągu dwóch dni. Fania żyje więc zawieszona pomiędzy tym, co było, pomiędzy wspomnieniem i koszmarem i coraz bardziej zapada się w otchłań melancholii. Nie umie odnaleźć się w świecie po wojnie. Ale to dzięki jej zamiłowaniu do poezji i brzmienia języka (hebrajskiego, zresztą film jest kręcony w tym języku) i snucia opowieści Amos Oz jest pisarzem. 
Dużo tu przebłysków z czasów, które minęły, onirycznych, dalekich. Dużo slow motion i zawieszenia głosu. Jest smutno, tęskno, przez szczeliny rzadko wpada światło. Mały Oz zmaga się nie tylko nadal z okrucieństwem wojny, depresją matki, walącym się małżeństwem rodziców, ale także walczy o siebie, swoją pozycję w szkole i na podwórku. 
Do sfilmowania tej historii Natalie Portman zaprosiła Sławomira Idziaka. 


Zdjęcia w "Opowieści o miłości i mroku" są przepiękne. Warstwa wizualna jest, chciałoby się rzec, eteryczna. To najmocniejszy atut filmu. Czuć, że dla reżyserki to bardzo osobiste doświadczenie filmowe (Portman w końcu sama urodziła się w Jerozolimie) i nie sposób naprawdę odmówić jej ambicji. Aż jestem ciekawa, co wyniknie z tej reżyserskiej pasji dalej.

Zdj. newsweek.pl

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger