November 11, 2016

The Crown

Jesień to czas seriali. Z roku na rok oferta coraz lepsza, stacje telewizyjne i platformy internetowe walczą o widza zaciekle. Wybór ogromny, możliwości czasowe ograniczone, zatem z wielką uwagę trzeba dla siebie dobierać repertuar. Choć i tak zostaje żal, że tyle do obejrzenia i zobaczyć wszystko jest niemożliwością. 
Ale do rzeczy. Dziś o (kolejnej) perełce Netflix (ostatnio "Stranger things" i drugi sezon "Narcos", nieco słabszy od pierwszego, choć nadal niezły), czyli o serialu "The Crown" , współprodukowanym przez brytyjskie BBC. Ale jakże mogłoby być inaczej, skoro to serial o angielskiej królowej Elżbiecie? 
Królowa Elżbieta II jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na naszej skromnej planecie. Politycy wybierani w wyborach tak czy siak muszą mizdrzyć się do wyborców, bywać, rozmawiać, robić z siebie błaznów i trefnisiów. Dużo o nich wiemy. A o królowej, która dostała koronę w ramach dziedzictwa? Która nie musi podbijać serc? I która z zasady woli, by o jej życiu prywatnym wiedziano jak najmniej? 
Tu zostaje pole do popisu dla domysłów i prób ustalenia, jaka królowa jest naprawdę? Co myśli? Jakie jest jej zdanie na różne tematy? Jest to też próba odpowiedzi na pytanie, które i mnie nurtuje od lat - dlaczego w XX wieku monarchia jest dla Brytyjczyków taka ważna? Scenarzysta Peter Morgan był wcześniej autorem m.in. "Królowej", który to film dekonstruował wycinek z życia Elżbiety Drugiej (czyli etap zamieszania politycznego wokół śmierci Księżnej Diany i wyboru Tony'ego Blaira na premiera) i pokazywał, jak ogromne serio traktuje ona swoje panowanie. Jako autentyczną misję, powinność wobec narodu (w przeciwieństwie do swojej synowej chociażby). 
W serialu poznajemy Elżbietę tuż przed jej ślubem z Filipem. Na naszych oczach ich związek przeistacza się z romantycznego w oficjalny, w którym on cierpi z powodu swej drugorzędności. Poświęca dla niej swoje plany dotyczące kariery w marynarce wojennej, poświęca całe swoje męskie ego. Jego dzieci nie nie mogą dziedziczyć jego nazwiska, nie może iść z żoną ramię w ramię, tylko o krok za nią i nie może odmówić klęknięcia przed nią w czasie koronacji. Ale czy było w ogóle jakieś inne wyjście? Obydwoje uczą się od nowa siebie i swoich ról, w tym świecie pełnym konwenansów, uprzedzeń, etykiety. "The Crown" to opowieść o dojrzewaniu do korony, o stawaniu się królową, o budowaniu pozycji w świecie mężczyzn. Przyglądamy się Windsorom przez  dziesięć lat - od roku 1946 do 1956. Co oznacza, że przyglądamy się także w ogóle całej Anglii powojennej. 
Claire Foy w roli królowej jest nie mniej przekonująca niż Helen Mirren, nie mówiąc już o świetnym Matcie Smithie w roli Filipa. Jako Winston Churchill pojawia się bardzo ceniony przeze mnie John Lithgow. 
Bardzo ładnie jest ten serial realizowany - wszak wydano na niego sto milionów funtów i to widać. Dbałość o detale  - kostiumy, fryzury, wnętrza. Plus szkockie i angielskie pejzaże, które sprawiają, że ma się ochotę wsiąść w pierwszy lepszy samolot do Londynu lub Edynburga. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger