December 12, 2016

Filmy na Święta

To już ten czas! Zaraz zwolnimy tempo, pomarzymy o śniegu i ucieczce od rodziny. Ja uprawiam eskapizm wewnętrzny, choć co roku obiecuję sobie, że następnym razem gdzieś wyjadę. Na pewno zawsze daję nura w świat filmów (a to nowość, co?). Dziś chciałabym pokazać listę dziesięciu najlepszych, ale także najsympatyczniejszych i najwdzięczniejszych  filmów okołoświątecznych. Dlatego w zestawieniu nie pojawi się na przykład "Bad Santa" (świetny, nawiasem mówiąc) z Billym Bobem Thorntonem. 

10. "The Holiday" reż. Nancy Meyers


Sympatyczne dwie kobiety (Cameron Diaz i Kate Winslet) zamieniają się mieszkaniami na czas Świąt. Jedna zamienia słoneczne LA na angielską wieś, a druga odwrotnie. Obie spotykają na swej drodze sympatycznych facetów (Jude Law i misiowaty jak nigdy Jack Black) i wśród zabawnych perypetii dowiadują się dużo przede wszystkim o sobie. Kino z rodzaju "babskiego", ale inteligentne, romantyczne i przyjemne dla oka. 

9. "Spotkamy się w St. Louis" reż. Vincente Minnelli 


Argument mam jeden - to tu Judy Garland śpiewa "Have yourself a merry little Christmas". A czy wiecie, że aktorka nie zgodziła się na oryginalną wersję słów? Leciała tak: "Have yourself a merry little Christmas, It may be your last, Next year we may all be living in the past". 

8. "Cud na 34. ulicy"  reż. George Seaton 


Bardzo lubię tę pierwszą (z roku 1947), oryginalną wersję opowieść o facecie, który twierdzi, że jest jedynym prawdziwym Mikołajem. To film dla całej rodziny. 

7. "Lew, Czarownica i Stara Szafa" reż. Andrew Adamson


Już pisałam kiedyś w innym miejscu, że za scenę z Łucją wchodzącą do szafy oddaję całego Tolkiena. Piękna, zimowa baśń dla dużych i małych, bez inwazji efektów specjalnych, za to z piękną scenografią i ciekawymi młodymi aktorami. Plus Tilda Swinton jako Biała Czarownica i Jim Broadbent jako Profesor. 

6. "Powrót Batmana" reż.Tim Burton


Raczej mroczny niż wdzięczny, ale jaki cudownie dziwny jest świat Tima Burtona. Boże Narodzenie jest tu uosobieniem kiczu, fantastycznie przerysowane (ten sztuczny śnieg!). Całość to ukłon w stronę niemieckiego ekspresjonizmu. Diaboliczny humor, niesamowite kostiumy, charakteryzacja i komiksowy charakter całej akcji - perełka.

5. "Edward Nożycoręki" reż. Tim Burton


Burton po raz drugi. Baśń o miłości i opowieść o byciu innym i samotności w jednym. Każdy z nas bywa Edwardem. W tym roku po raz pierwszy pokażę ten film siedmioletniej córce. A o mojej miłości do Winony Ryder już wiecie. Jest dozgonna. 

4. "Garsoniera" reż. Billy Wilder


To jeden z moich najukochańszych filmów. Do spółki z "Ich nocami" Franka Capry. Tu zniewala urokiem osobistym tandem Jack Lemmon - Shirley MacLaine. Główny bohater jest urzędnikiem, który użycza swojego mieszkania kierownikom firmy do schadzek. Jakimi słowami film określić? Czar, wdzięk, magia. No hygge jak nic. 

3. "Sklep za rogiem" reż. Ernst Lubitsch


Jeszcze jeden hollywoodzki klasyk. Tym razem z Jamesem Stewartem i Margaret Sallavan. Ten film jest jak spacer po niemieckim Weinachtsmarkcie z grzanym winem w dłoni. 

2. "Ekspres polarny" reż. Robert Zemeckis


Jedyna w tym zestawieniu animacja. Mistrzowska opowieść o poszukiwaniu Świętego Mikołaja i o tym, czy warto w niego wierzyć. Rysunkowy Tom Hanks jako kierownik niesamowitego pociągu zmierzającego na biegun północny. Przygoda za przygodą, ledwo oddechu starcza. Polecam wersję 3D. 

1. "Love, actually" reż. Richard Curtis


Od lat to mój faworyt, jeśli chodzi o kino świąteczne. Ironiczny, dowcipny, błyskotliwy, wzruszający i zaskakująco świeży. Z plejadą najlepszych z najlepszych. Kilka nowelek powiązanych w cudny bożonarodzeniowy patchwork. 

Pewnie, że do tego wielce subiektywnego zestawienia można byłoby dodać jeszcze całe mnóstwo innych filmów. Na pewno macie takie, które u mnie się nie pojawiły. Zapraszam do wymiany tytułów! P.S. Darujmy sobie "Kevina samego w domu". ;-)

8 comments:

  1. Z numerem pierwszym się zgadzam w zupełności. Jak nie lubię tego typu filmów, tak ten spokojnie da się obejrzeć, a i nawet zaśmiać...Ekspres, daje radę, Powrót Batmana, podobał mi się, do czasu gdy nie zobaczyłem Nolanowych, zmiotły wszystkie poprzednie (mimo, że Burtona bardzo sobie poważam), Lew, Czarownica i Stara Szafa, baardzo, pozytywne wspomnienia książki z dzieciństwa. Reszty nie widziałem, wiem, shame on me ;/

    ReplyDelete
  2. Jaki tam shame, to się brak czasu nazywa. Naprawdę Batman Nolana bardziej? Nie, ja jednak nie. Zostaję przy Burtonie, pomimo Bale'a.

    ReplyDelete
  3. kilka z tych filmów naturalnie widziałam i pełna zgoda, że magia, że święta i że można co roku do nich wracać ("Express Polarny", "Lew, Czarownica i Stara Szafa", przyznam szczerze, że tych staroci nie znam i chętnie po nie sięgnę ale "Love actually" to pozycja, która kompletnie nie jest w mojej estetyce, ani poczucie humoru nie moje. Byłam na tym wiele lat temu w kinie i nie zrobił ten film na mnie ŻADNEGO wrażenia. No cóż i tu jest właśnie miejsce na to, że możemy się pięknie różnić.

    ReplyDelete
  4. a tak by the way... podoba mi się nowa szata bloga :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sęk ju! Ile ja się namordowałam, żeby to śmigało! Szablon stąd: http://www.karografia.pl

      Delete
  5. Holiday i Garsonierę b. lubię. Od siebie dorzucę jeszcze Żółty szalik z Gajosem.;)

    ReplyDelete
  6. Kompletnie, na amen, zapomniałam o "Żółtym szaliku". Bardzo lubię. I film, i Gajosa w tym filmie. Dzięki za przypomnienie. :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger