December 13, 2016

Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia. +Konkurs.



Najpierw, kilkanaście tygodni temu, posłuchałam rozdzierającego serce reportażu w radiowej Dwójce, zaraz potem obejrzałam Smarzowskiego (TUTAJ), za niedługo debatę o Wołyniu u Katarzyny Janowskiej (TUTAJ) , następnie, znowu w Dwójce, wysłuchałam rozmowy z Witoldem Szabłowskim o tym, jak pisał swój reportaż  (TUTAJ). A na koniec przeczytałam książkę (wyd. Znak). Zaczęłam wczoraj. Skończyłam wczoraj. 
Bo to jest tego rodzaju lektura, że raz zaczęta zwyczajnie m u s i zostać zakończona. Jak najszybciej. Jest bardzo dobrze napisana. Szabłowski wybrał się na Wołyń, by odnaleźć ostatnich żyjących świadków rzezi z 1943 r. i porozmawiać z nimi, o tym, co się stało. Tak, są to mrożące krew w żyłach historie, od których włos się jeży i oddech zamiera. Jak los potrafi zapętlić niż życia! Jakie supły wiązać, jak splatać z innymi nićmi! 
Spodziewałam się po trochu krwawych opowieści o masakrze, o tym, jacy Ukraińcy byli źli i podli, i jak to możliwe, że nigdy nas za Wołyń nie przeprosili. Ale autor, za co jestem mu niezwykle wdzięczna, w ogóle nie idzie tą drogą. "Sąsiedzi z Wołynia" to nie opowieść o winie i karze. To spleciona jak patchwork historia sąsiadów - Polaków, Ukraińców, Żydów i Czechów. Jedni biegali z widłami i siekierami, drudzy w tym czasie, ryzykując życie, ratowali. Wiem, liczby są straszne - na Wołyniu w pogromach i masakrach zginęło 100 000 ludzi. Ale wiele tysięcy zawdzięcza życie tym, którzy znaleźli dla nich miejsce  w stodole, stogu siana, tym, którzy wystawiali garnek z jedzeniem na próg. 
O tym, że nad Wołyniem zbierały się ciemne chmury, wiadomo było jeszcze przed wojną. O tym, co Polacy robili przez wieki Ukraińcom mówiło się coraz głośniej. Z tym, że w miasteczkach i wsiach, malowniczych, z sadami, bielonymi chatami, ogarniętymi obejściami, to, co się działo, to ciągle było gdzieś "tam". "Tam" nie "tu", nie "u nas". Jakieś plotki, pogłoski. 
Szabłowski oczywiście nie usprawiedliwia nikogo. Próbuje tylko dociec, jak to w ogóle było możliwe i jak się żyło tym wszystkim ludziom już "po". Tekst jest spięty przepiękną opowieścią pani Hani - Polki ocalonej jako roczna dziewczynka z masakry i wychowanej i kochanej przez ukraińskie małżeństwo jak własne dziecko. We wsi wiadomo było, kim jest dziewczynka i kim byli jej rodzice. Ale przybrani ojciec i matka nigdy jej tego nie powiedzieli. Na starość pani Hania chce się dowiedzieć czegoś o swoich polskich korzeniach, a autor obiecuje jej odnalezienie nazwiska rodziców. 
Jest też niesamowita historia rodziny Mirosława Hermaszewskiego - jego matka uciekała z kilkunastomiesięcznym Mirkiem na rękach, kiedy została postrzelona przez banderowców w głowę. Przeżyła, ale tylko dlatego, że doczołgała się do wsi - jak się okazało  - ukraińskiej, przez pomyłkę. Tam schowały ją kobiety, których mężczyźni właśnie palili polskie domy. A malutki Hermaszewski całą noc przeleżał w śnieżnej zaspie. I do końca życia nie miał kataru. 
Jak to się dzieje, że ktoś w czasie wojny zostaje bohaterem? Dlaczego tak trudno o ludzkie odruchy? Szabłowski zbiera okruchy wspomnień - jego bohaterowie są już bardzo starzy - ale nie poleruje ich, są piękne, surowe. Tak, są trupami wypadającymi z szafy, ale może jedynym sposobem na wygładzenie ostrych kantów, napięć, jest mówienie o nich? Wygrzebywanie z otchłani milczenia? 


UWAGA! KONKURS!

Mam dla Was świąteczną niespodziankę - ponieważ ta książka bardzo mi się podobała, chciałabym komuś z Was ją podarować. Co zrobić, by ją otrzymać? W komentarzach proszę wpisywać, jaka książka reporterska zrobiła na Was największe wrażenie? Co polecacie? I dlaczego? Odpowiedzi można wpisywać do 20 grudnia do godziny 23:59. Spośród wszystkich wpisów wybiorę jeden komentarz - ten, który najbardziej mi się spodoba i jego autorowi/autorce podaruję egzemplarz "Sprawiedliwych". Mam nadzieję, że dotrze jeszcze przed Gwiazdką. :-)
P.S. Przesyłka tylko na terenie kraju. 

"Nocą śmieją się widły

Lipcem płonie stodoła
Dookoła sąsiedzi
Strach płakać strach wołać"

/Strachy na lachy


3 comments:

  1. Gdybym miała dzisiaj wskazać reportaż, który zrobił na mnie największe wrażenie, bez wahania wymieniłabym "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak" Jacka Hugo-Badera. Chociaż wokół książki narosło wiele kontrowersji, pióro autora zachwyci nawet najbardziej wymagającego czytelnika. "Długi film..." to opowieść o wielkiej tragedii, ale także o istocie alpinizmu, o alpinistach, ich szaleństwie i wielkości, o ich bliskich... Hugo-Bader nie cofnie się przed niczym, chcąc opowiedzieć swoją historię. Będzie drążył, podchodził bohaterów, będzie zadawał niewygodne pytania i prowokował. Będzie też kłamał i manipulował. A potem spisze to wszystko, a jego tekst obroni się sam. Tylko, czy autorowi było wolno? Na to pytanie każdy czytelnik musi już odpowiedzieć sobie sam.

    ReplyDelete
  2. Reportażem, który zrobił na mnie największe wrażenie jest "Jutro przypłynie królowa" Macieja Wasilewskiego. Jest to opowieść o Pitcairn. Czym jest Pitcairn? Początkowo była to niewielka bezludna wyspa na Oceanie Spokojnym. W 1787 r. brytyjski okręt "Bounty" płynący po sadzonki chlebowca na Tahiti stał się miejscem konfliktu marynarzy z kapitanem. Buntownicy przejęli ster a jego wraz z częścią załogi wsadzili do szalupy ratunkowej. Następnie porwali z Tahiti grupę kobiet i mężczyzn, z którymi osiedlili się na bezludnej wyspie. To właśnie była Pitcairn, wyspa o powierzchni zaledwie 4 km2. W chwili obecnej jest to zamknięta społeczność licząca około 50 mieszkańców (w szczytowym okresie było ich ponad 200), nieufnie nastawiona do reszty świata, będąca w całości potomkami marynarzy-buntowników. Skrywa ona również brudne tajemnice - "Każdy dorastający Pitcairneńczyk widział, co robi jego ojciec i dziadek. Dowiadywał się, że dziewczynka staje się kobietą w wieku 10 lat, że seks jest jak jedzenie: podchodzisz do stołu i bierzesz". Pitcairn jest rajską wyspą, która okazuje się w rzeczywistości być piekłem oblepionym miodem. Wasilewski narażał życie jadąc na Pitcairn. Podał się za antropologa zbierającego materiały o morskich sagach, i pomimo że początkowo chciał spędzić na wyspie 3 miesiące, musiał wyjechać po 10 dniach gdyż mieszkańcy dowiedzieli się kim naprawdę jest. Jest do bardzo dobra historia, która długo siedzi w głowie.

    ReplyDelete
  3. Czytam wiele reporterskich książek i dzięki nim przenoszę się naprawdę do innych miejsc a dużo z nich trzyma mnie prawdziwie w napięciu, wzrusza, szokuje, bulwersuje lub zwyczajnie przypomina o sprawach, których byłam albo mogłam być częścią. Czasem mnie to cieszy, gdy historia jest piękna a czasami pociesza fakt, że nie byłam gdy sprawa dotyczy tej boleśniejszej części naszego bytu. Trudno mi zdecydować się na wybór książki, którą chciałabym opisać więc podejdę do tematu nieco przewrotnie. Gdy myślę o reporterskiej książce to od razu i zawsze przychodzi mi na myśl "Biała gorączka" Jacka Hugo-Badera bo opisywany przez niego realny świat jest tak odrealniony z punktu widzenia mojej domowej kanapy, że brakuje czasem słów podczas przemyśleń. A znów "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości" Swietłany Aleksijewicz to historia dramatu, którego częścią byłam jako mała dziewczynka. I dlatego tym mocniej dotyka mnie opowieść o ludziach, którzy żyli tak blisko reaktora a nie mieli świadomości iż każdy w zasadzie kolejny oddech przybliża ich oraz wszystkich bliskich do nieuchronnego końca. Mocna, do bólu szczera, przyprawiająca o zimny pot relacja, która mocno wryła się w mózg. Natomiast reportaż niezwykle ciepły choć o zimnej krainie, napisany z poczuciem humoru, które mi pasuje i kręci mnie tym mocniej, że niezwykle silne jest pragnienie aby
    TAM kiedyś pojechać to "Białe. Zimna Wyspa Spitsbergen". Pisane z punktu widzenia Polki Ilony Wiśniewskiej, tym bardziej przemawia do mojej wyobraźni. Opis dnia, w którym pierwszy raz ma zaświecić na kilka minut pierwszy promień słońca po nocy polarnej, sprawia że na sercu robi się naprawdę cieplutko a niedostępna mroźna kraina jakby zaprasza w swoje ramiona... przynajmniej mnie :-) ps. wiem, miało być o jednej książce ale nie dałam rady inaczej.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger