January 22, 2017

Araf


"Araf" tureckiej autorki Elif Shafak został napisany po angielsku i jego oryginalny tytuł brzmi "The Saint of Incipient Insanities" - "Święty Początkowej Fazy Szaleństwa". Czym jest zatem "Araf" w polskiej wersji językowej? To tureckie słowo oznacza "czyściec". I w takim "czyśćcu", czyli szeroko rozumianej fazie przejściowej znajdują się bohaterowie powieści. 
Jest ich kilkoro. Turek Omer, Amerykanka o żydowskich korzeniach - Gail, Marokańczyk Abed, Hiszpan Piyu i Meksykanka Alegra. Wszyscy oni mieszkają w Bostonie i każdy z nich jest na jakimś życiowym zakręcie, mierząc się z najróżniejszymi problemami. 

Safak zbudowała w swojej książce współczesną Wieżę Babel, a kampus uniwersytecki Harvardu idealnie się do tego zabiegu nadaje. Jej postacie reprezentują różne osobowości, kraje, zwyczaje i religie. Omer jest doktorantem niepraktykującym żadnej religii. Pije hektolitry czarnej kawy, nałogowo pali papierosy (co reprezentuje z kolei jeden z trzech stereotypów dotyczących Turków, o jakich mówiła Elif Shafak w swoim wystąpieniu na TED w 2010r. - TUTAJ) i odmierza upływ czasu długością piosenek w swoim i-Podzie (co tworzy niesamowitą mieszankę muzyczną. Polecam zebrać tytuły wymienionych w powieści piosenek i posłuchać ich). Związuje się on z Gail, obsesyjnie żywiącą się bananami i czekoladą kobietą, którą rozpoznać można po wkręconej we włosy srebrnej łyżeczce. Gail poza tym od dziecka ma samobójcze skłonności i jest po kilku próbach odebrania sobie życia (Pięknie cytuje w jednym miejscu Rilkego: "Co zrobisz, gdy ja umrę, Panie? Beze mnie stracisz swój sens cały") . Jej burzliwy związek z weganką Debrą Ellen Thompson właśnie dobiegł końca. Otwiera swoją przestrzeń na Omera, ale nie do końca umie wpuścić go do swojego świata. Tu stawiamy sobie - my czytelnicy - pierwsze pytanie: Gdzie leżą granice poznania drugiego człowieka?

Abed jest dla dla odmiany wierzącym muzułmaninem, głęboko osadzonym w tradycji. Nie pochwala ani picia, ani przygodnego seksu swojego tureckiego współlokatora.  Piyu zaś jest katolikiem. Pije nieustannie gorącą czekoladę. W ogóle czekolada jest spoiwem. Postacie jedzą czekoladę, jawnie lub po kryjomu, dwie z nich - Gail i Debra - prowadzą sklep z czekoladkami. I pytanie drugie: Co symbolizuje czekolada w świecie ludzi samotnych, daleko od domu? To zdecydowanie najsłabszy element konstrukcji - czy da się osłodzić ziarnami kakaowca i cukrem poczucie zawieszenia między kulturami? Każdy jest skądś. Każdy przybył z bagażem innych doświadczeń, nieprzetłumaczalnych na znaki innej kultury. Tłumaczenie ich zahacza bowiem o klisze. 
Wracając do bohaterów - Piyu spotyka się z Alegre. Jest ona kucharką. I bulimiczką. Opiekę nad nią roztacza spore stadko ciotek (ciotka jako figura dobrej rady, anioła stróża), które raz po raz wyciągają ją z tarapatów. 

Co łączy bohaterów poza miastem? Język. Dla trzech bohaterów męskich to drugi język. 
"Wiedział jednak, że Abed rozumie. To trzecia najlepsza rzecz, jaka może się przytrafić w czasie rozmowy jednego cudzoziemca z drugim w języku dla obu obcym. Jakiekolwiek niedogodności może napotkać jeden z nich mówiąc po angielsku, drugi musi przynajmniej częściowo przypisać je następującej nie wypowiedzianej tezie: Niewątpliwie moja wypowiedź brzmiałaby znacznie mądrzej, gdyby tylko pozwoliły mi na to słownictwo i gramatyka". /s. 24
Fundament porozumienia, czyli komunikacja werbalna, nie jest tu pełny. O czymkolwiek nie rozmawiają, zawsze zostaje uczucie niedopowiedzenia, niedosytu. (Bardzo podobał mi się ustęp, w którym Omer wspomina, jak uczył się angielskiego w szkole - czego dowiedział się o samym języku z prostego podręcznika "We learn English", którego bohaterowie, państwo Brown, łopatologicznie nazywali świat wokół siebie). 

Bohaterowie "Arafu" nie mogą znaleźć swojego miejsca. Pewnie w jakimś sensie odzwierciedla to sytuację samej autorki, która nie jest ani z Ameryki, w której wykłada na uniwersytecie w Arizonie, ani z Turcji, którą opuściła dawno temu. Stoją więc w szerokim rozkroku, niepewni, czy iść dalej i zostawić "stare" za sobą, czy może raczej wrócić. I może nawet nie chodzi tu o to, by wrócić dokładnie tam, skąd się przyszło, tylko o taki rodzaj niepewności, nieśmiałości, jaki się ma w sobie, gdy się dojrzewa do dorosłości. Powieść jest misternie utkana z wielu wątków, jak kobierzec. O trudnym problemie rozkładania na czynniki pierwsze tożsamości Shafak pisze lekko i z humorem. Jedyny mój zarzut jest taki, że w tej soczewce za dużo się dzieje. I bulimia, i miłość, i biseksualizm, i weganizm, i religia, i nauka, i praca, i odkrywanie siebie. Jako czytelniczka wolałabym, aby autorka skupiła się na dwóch, trzech elementach. Choć bohaterowie na szczęście nie stali się karykaturami samych siebie, wibrują życiem i chętnie podążamy ich śladem. 

Zdecydowanie najlepszą częścią książka jest ostatnia - ponad dwudziestostronicowy, wielozmysłowy spacer po Stambule. 
"Nie jest miastem, które można serwować z sosem beszamelowym na błyszczących talerzach, by dodać romantyczna nutę do wychładzającego się romansu. Zbyt posunięta w latach, a jednocześnie ponadczasowa metropolia nie zważa na takie błahostki. Jej czas już się dawno skończył, a jednocześnie jest nieskończona. Brzydka królowa, kapryśna alma mater, niczym amorficzne łono nieustannie przyjmujące nasienie przybyszów, ale nigdy w swej historii przez nikogo nie zapłodnione, dom dla wywłaszczonych, sam jednak nie będący niczyją własnością."/s.380

Pięknie, prawda? Nasi bohaterowie są trochę jak to miasto. Przyglądają się sobie,widzimy ich oczyma pozostałych. W każdym odłamku lustra są kimś innym. Ale jednocześnie nadal sobą. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak. 

Elif Shafak
"Araf"
Znak, Kraków 2017
tłum.Jerzy Kozłowski
liczba stron: 416


Zdjęcie autorki znalezione na Pinterest:


2 comments:

  1. Wnikliwa i ciekawa recenzja. Wkradł się tylko mały błąd w cytowanym przez Panią fragmencie o Stambule. Powinno być: "Brzydka królowa, kapryśna alma mater, niczym amorficzne łono nieustannie przyjmujące nasienie przybyszów, ale nigdy w swej historii przez nikogo nie zapłodnione, dom dla wywłaszczonych, sam jednak nie będący niczyją własnością".

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger