January 04, 2017

Aż do piekła


Western to gatunek, w którym nie czuję się dobrze jako recenzent, bo nie widziałam bardzo wielu westernów. Te najważniejsze tak. Tych mniej ważnych nie - ale to może dlatego, że jak już zasiądę do obejrzenia westernu, to okazuje się on właśnie jednym z tych lepszych. Stąd western reprezentuje dla mnie pasmo sukcesów (ostatnio rewelacyjny "Slow West"  - TUTAJ), z drobnymi zaledwie wyjątkami. I dziś też napiszę Wam o bardzo dobrym westernie. Neowesternie w zasadzie. Znacie "Aż do piekła"? Jeśli nie, jeszcze grają w niektórych kinach. Posłuchajcie, bracia miła. 
Dwóch braci  - Toby i Tanner - zaczyna serię napadów na malutkie filie znanego banku gdzieś na odludziach zachodniego Teksasu. Jak na bandytów są dość mili, nie chcą nikomu zrobić krzywdy, jedynie zawinąć parę dolarów i dać nogę. O rozbojach dowiaduje się Texas Ranger Jeff Bridges (naprawdę jest to fantastyczny aktor i spektrum jego aktorskich możliwości wydaje się nieskończone) i mniej więcej od jednej trzeciej filmu zaczyna się truchtanie za napadającymi. Brzmi jak klisza? Cóż. Mistrzostwo tego filmu osadza się na żonglowaniu znanymi wątkami i jednoczesnym sprawieniu, że chcemy wciąż i wciąż je oglądać, nawet jeśli (słusznie) podejrzewamy, co się za chwilę wydarzy. Jest też kilka wolt, których się nie spodziewamy (na przykład na co potrzebne są braciom pieniądze). 
Świeżość w ten film dmuchnął David Mackenzie- Brytyjczyk i ten fakt ma, jak mniemam, w tym wypadku kluczowe znaczenie. Nawet krajobraz teksaski widziany oczami Wyspiarza wygląda tu na bardziej egzotyczny niż jest w rzeczywistości. Suche zarośla i spalona słońcem trawa jest tu niezwykle malownicza. Do tego bohaterowie "mówią" (scenariusz napisał autor dialogów do "Sicario" (TUTAJ) Taylor Sheridan). To znaczy tak się komunikują, że jest w stanie uwierzyć i w relację pomiędzy bardzo różnymi od siebie braćmi i w relację naszego Rangera ze swoim partnerem  - cudownie ironicznie/złośliwie/troskliwą. Plus wszyscy mają południowy akcent bardzo przeze mnie lubiany. 
A na deser - zdjęcia i aktorstwo. Te pierwsze - bardzo w stylu obrazu braci Coen "To nie jest kraj dla starych ludzi" (w sumie treść filmu "Aż do piekła" też dałoby się opowiedzieć jednym zdaniem trawestując ten sam tytuł - "To nie jest kraj dla ciężko pracujących, uczciwych ludzi"). Kadry podkreślają samotność, rozpad, opuszczenie i smutek. Jest gorąco, wszędzie daleko, można zgubić się na amen w tych ogromnych przestrzeniach. W tym filmie nie znajdziemy Ameryki spełniającej sny. American Dream nie śni się w zachodnim Teksasie. Jest za to poczucie zawiedzenia i wielkie rozczarowanie życiem i planami, jakie się na nie miało w młodości. Obaj nasi główni bohaterowie są mocno poharatani przez różne sytuacje. Liżą rany. I wciąż musza uciekać. 
Ta ucieczka jest oczywiście także w wymiarze symbolicznym, metaforycznym. Bo któż okazuje się neowesternowym złoczyńcą 2016 roku? Bank. Tak, bank i bankierzy. To oni, ich krwiożerczość, chciwość i potęga, o jakiej nie śni zwykły zjadacz chleba, są głównym kołem zamachowym niszczącej fali, toczącej się przez małe miasteczka i zapomniane, zakurzone wsie. Kredyty, długi, odsetki. Nie można od nich uciec. I zgodnie z westernową logiką - sprawiedliwości wobec złoczyńcy trzeba szukać poza prawem. 

Zdj. theupcoming.co.uk
Aktorzy - wspomniany już Bridges, ale także idący z nim "łeb w łeb" Chris Pine i Ben Foster, naprawdę przekonali mnie do swoich postaci. Tak skonstruowanych, że wszystkie je lubimy, choć od samego początku wiemy, że jakaś siła odśrodkowa musi kogoś z tej trójcy wyrzucić. 
Fascynujący i smutny portret underclass tym razem. Bardzo blisko prawdziwej tkanki życia. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger