January 12, 2017

Genialna przyjaciółka


Goethe powiedział podobno "Zobaczyć Neapol i umrzeć". A mieszkańcy miasta dodali kąśliwie "bo żyć się nie da". Tajemnicza włoska pisarka Elena Ferrante (choć już nie taka bardzo tajemnicza, udało się ją, niestety, zdemaskować - TUTAJ) namalowała piękny, literacki, neapolitański fresk w swojej powieści, pierwszej z cyklu, "Genialna przyjaciółka". 
Główna bohaterka, sześćdziesięcioletnia Elena Greco dowiaduje się, że zaginęła jej przyjaciółka z lat dorastania, Lila Cerullo. Wyruszamy na spotkanie  z ową przyjaciółką, ale w głąb czasu. Elena snuje opowieść, historię niezwykłej przyjaźni dwóch dziewczynek z przedmieść Neapolu. Po kilku stronach zatem lądujemy we Włoszech w połowie lat 50 i tam zostajemy do końca powieści. 
Bardzo obawiałam się tej książki, było o niej bardzo głośno i recenzje pojawiły się we wszystkich tygodnikach i na wszystkich literackich blogach (BBC uznało ją za jedną z 20 najlepszych powieści XXI wieku). Kilka razy zdarzyło już mi się w ten sposób okrutnie rozczarować i nie zgadzam się z zasadą, "że skoro wszyscy to czytają, to musi być dobre". Tym razem wpadłam jednak w zachwyt po uszy - Ferrante nie tylko ma talent do opowieści, trzymania nas "w środku" akcji, ale ma także umiejętność malowania słowem, sprawiania, że nie tylko pędzimy strona po stronie do przodu, ale chcemy każdą z nich przytrzymać na dłużej, rozsmakować się w niej. Neapol z połowy ubiegłego wieku to miasto intensywnych kolorów, smaków i zapachów, miasto okrutne i smutne, obdrapane i biedne, ale też soczyste, intensywne, siedzące u jego mieszkańców tuż pod naskórkiem. Stąd emocje, namiętności, skrajności. Kochają się oni i nienawidzą, piją razem i rzucają w siebie butelkami. (Przed oczami bez przerwy przewijały mi się kadry z filmów Vittorio De Siki z tamtego czasu). 
Ferrante oczami swojej bohaterki przygląda się swoim rodakom surowo, nie bez pewnej odrazy, ze zdumieniem, choć też i ze zrozumieniem, bo w końcu Elena Greco jest jedną z nich. W trudnym środowisku neapolitańskich drobnych mieszczan, rzemieślników i sklepikarzy, ludzi, którzy żyją stereotypami i którym nie zależy na oczach szeroko otwartych (mieszkają nad morzem, a jednak nigdy się w nim nie kąpią, nie chadzają na plażę, nie lubią chodzić do szkoły i kształcenie dzieci uważają za zbytek), dorastają dwie dziewczynki. 

Czym jest plebs dowiedziałam się dopiero teraz, zrozumiałam to jasno i wyraźnie, o wiele jaśniej i wyraźniej niż mogłam to zrozumieć przed laty, gdy nauczycielka zadała mi to pytanie. Plebs to byliśmy my. Plebs to były kłótnie o wino i jedzenie, o to, kogo obsłużono w pierwszej kolejności. Plebs to była brudna podłoga, po której chodzili kelnerzy, plebs to były coraz bardziej wulgarne toasty. Plebs to była moja matka, która wypiła za dużo wina i teraz, oparta plecami o ramię ojca, śmiałą się na cały głos z erotycznych podtekstów w odzywkach handlarza starzyzną./"Genialna przyjaciółka", wyd. Sonia Draga, s.432

Obydwie są inne niż ich rówieśnicy, obydwie wiedzą, że istnieje coś więcej niż tylko ich własne podwórko. Relacja pomiędzy nimi jest bardzo skomplikowana i do końca nie nazwałabym jej przyjaźnią. Jest tu zażyłość, zrozumienie i fascynacją, ale też zawiść i chęć upokorzenia. Bardzo podobało mi się, jak Ferrante rozwija tę znajomość i jak składnie wprowadza ją  - niczym po spiralnych schodach - na kolejne piętra. Czym innym jest zażyłość małych dziewczynek, czym innym nastolatek i młodych kobiet u progu dorosłości. Jest i o mroku bycia biednym i o mroku bycia niezrozumianym. I o samotności wśród ludzi, i o marzeniach, o których wiemy, że się nie spełnią. 
Całość tworzy niezwykły, bardzo włoski klimat i nabiera wielu znaczeń. Warstwa po warstwie z obu dziewcząt (zwłaszcza z Lili, bo Elena jest narratorką) zdejmowane są kolejne "maski", ale okazuje się, że nie sposób dotrzeć do prawdy o drugiem człowieku. O sobie samym też chyba nie. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger