January 13, 2017

Plan Maggie



Uwielbiam filmy, które tworzy Rebecca Miller (córka TEGO Arthura Millera, talent do tworzenia opowieści na pewno ma po ojcu, prywatnie żona Daniela Day-Lewisa). Podobało mi się i "Private Lives of Pippa Lee" (reżyseria i scenariusz), i "Dowód" (scenariusz), i "Ballada o Jacku i Rose" (reżyseria i scenariusz). "Plan Maggie" może dumnie stanąć  obok poprzednich udanych produkcji. Miller i tym razem nie tylko stanęła za kamerą, ale także napisała błyskotliwe, zabawne dialogi (na podstawie książki Karen Rinaldi). Zresztą, w tym filmie... wszystko gra. 
Jest to lekka opowieść o trójkącie miłosnym, w który wplątuje się główna bohaterka (Maggie - w tej roli znana z filmów Baumbacha kapitalna Greta Gerwig). Otóż jest ona kobietą po trzydziestce, pracuje na uniwersytecie, prowadzi bardzo ustabilizowane życie nieco rozczarowanej sobą singielki. I bardzo chce mieć dziecko. Nie ma z kim, znajduje zatem dawcę (śliczny Travis Fimmel, a jakże). Jednocześnie jednak niczym grom z jadanego nieba spotyka ją miłość - zakochuje się w niej kolega z uczelni (Ethan Hawke, idealny do ról nowojorskich intelektualistów), który rzuca dla Maggie żonę (Julianne Moore - czy muszę pisać, że doskonała jak zawsze?) i dwoje dzieci. Intryga jest z pogranicza Allena i samego Szekspira. Bo Maggie ma misterny plan na te relacje, niczym Tytania ze "Snu nocy letniej" - z tym że niekoniecznie wszystko idzie jak trzeba. Ale sama akcja jest miłym zaskoczeniem dla widza - wyrafinowana komedia robi wolty i zwroty w tak czarujący i wdzięczny sposób, że nim się spostrzeżemy zakochujemy się we wszystkich postaciach filmu i marzymy o zimie na Manhattanie. 

Zdj. theplaylist.net

"Plan Maggie" jest z rodzaju filmów "gadanych" - bohaterowie mówią dużo i szybko. Ubierają się cudownie staroświecko  (poza bohaterką Moore) - w wypchane swetry i glany, i są otoczeni książkami. (Tak, wszyscy pracują "głową", ale nie we wszystkich filmach, których bohaterowie pracują "głowa", książki są oczywistym elementem dekoracji. Pamiętacie chociażby Rossa Gellera z "Przyjaciół"? Był doktorem paleontologii - gdzie były jego książki???). Brawo dla scenografów, którzy nowojorskie mieszkanie Maggie zbudowali z poduszek, foteli, ciepłych koców i stosów literatury. Mokrym snem każdego czytelnika są sceny w tym mieszkaniu kręcone. 
Wszystko tu iskrzy - dowcipem i ironią. Moja ulubioną frazą z tego filmu na pewno zostanie ""Like" is a language condom". Which is true, by the way. 
Taka komedia romantyczna jest jak powiew świeżego powietrza. Oddycham głęboko. I polecam. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger