February 27, 2017

La la Land


#oscarssoconfused .... Tja...Prawie dostał. Bardzo żałuję, że nie, jednak nie, bo to najmilszy i najlepiej skonstruowany film zeszłego roku (ale zastrzegam, że nie widziałam chociażby "Moonlight", który wreszcie nagrodę otrzymał). Nie, nie najlepszy w sensie wagi tematu, które Hollywood uwielbia - wojna, walka z ciężką chorobą, rasizm, niewolnictwo, jeszcze raz wojna. Ot, kolejna komedia miłosna, chciałoby się powiedzieć. Gatunek mocno niedoceniany przez Akademię, gdzie prym wiodą filmy ciężkie i dramatyczne. (Jack Black żartował kiedyś, że musiałby się stać cud, żeby komediant dostał statuetkę złotego rycerza. Powinien co najmniej przecież walczyć w filmie z chorobą Huntingtona, złą korporacją lub czymś innym mocno chwytającym za serce). Nieco lepiej wiedzie mu się podczas Złotych Globów, ale tam jest osobna kategoria - "comedy or musical". Kilka razy film lżejszego kalibru walczył o Oscara. Ostatnim, który wygrał, była "Annie Hall" Woody'ego Allena - niemal 40 lat temu. 
Zatem polecam wam z całego serca "La La Land". Majstersztyk i radość dla każdego kinomana, któremu podrzuca się filmowe cukierki w postaci zagadek do rozszyfrowania - Skąd jest ta scena? Do jakiego filmu z Fredem Astairem teraz mrugamy okiem? Kochanieńki, jak dobrze pamiętasz "West Side Story" i "Deszczową piosenkę"? Oczywiście, żeby dobrze bawić się na filmie Damiena Chazella (wcześniej zrobił zaledwie dwa filmy, w tym "Whiplash"), nie trzeba znać historii amerykańskiego musicalu filmowego, ale nie mniej jednak jest to to taka wisienka na torcie, jeśli przypadkiem się orientujemy.  
Wisienka wisienką, ale samo ciasto? Kochani! Prima sort. Składniki podstawowe - ci, których widzimy na ekranie. Emma Stone, złota dziewczyna Hollywoodu, obecna na ekranie od nastoletnich lat, jedna z najsympatyczniejszych, najzdolniejszych i najładniejszych aktorek młodego pokolenia.
Zdj. popsugar.com
I Ryan Gosling. Czy ja muszę przedstawiać? Chłopak o bogatej przeszłości scenicznej (zaczynał z Justinem Timeberlakem i Britney Spears w Klubie Myszki Mickey) i ekranowej. Po "Pamiętniku" z 2004r. etatowy łamacz serc. A to jego i Emmy drugi wspólny film (wcześniej wystąpili razem w niesamowicie zabawnym "Crazy, stupid, love"). Młodzi, zgrani, śliczni. Z mnóstwem ekranowej chemii, wszystko iskrzy jak trzeba. Dalej - scenariusz. Bardzo zabawny, nieco Allenowski, postaci często idą i gadają, dyskutują, zaśmiewają się, wchodzą sobie w słowo. Brakuje w kinie inteligentnych rozmów inteligentnych bohaterów - a tu voila!, używaj duszo. Kolejnym elementem jest oczywiście muzyka - to musical w końcu. Zatem tańczą i śpiewają, stepują, grają na fortepianie. Płyta z muzyką z filmu to mój obecny must-have. Plus Oscarowa piosenka "City of stars" (choć będę szczera i powiem, że nominowane piosenki-koleżanki były jednak lepsze):


Kostiumy! Jakby właśnie przez chwilą Rita Moreno zeszła z planu filmowego i zostawiła swoje sukienki. A całość oprawiona zdjęciami zrealizowanymi w technice Cinemascope, która nie jest używana w kinie od lat 60. Wszystko po to, by podkręcić tę nieco melancholijną nutkę retro, która unosi się nad filmem przez cały czas jego trwania. I co jednocześnie wymusza niejako oglądanie tego filmu w kinie. Nie wyobrażam sobie doceniania rozmachu realizacji "La La Land" na małym ekranie. Zresztą już pierwsza scena, otwierająca film, scena, która wymagała niezwykłej, cyrkowej wręcz zręczności w montowaniu i nagrywaniu, jest hołdem złożonym dawnym filmom, w których tańczył Gene Kelly, ale jej szalony układ choreograficzny  - setki tancerzy tańczą na dachach samochodów stojących w  korku na autostradzie prowadzącej do LA do pięknej piosenki "Another Day od Sun" - jest zbyt rozbudowana, by robiła wrażenie poza kinem.  To ta scena buduje podwaliny do realistyczno-fantastycznej rzeczywistości, w której znajdują się nasi bohaterowie. I wprowadza nas w miasto, w którym drogi są jak napięte struny instrumentu i które wibruje muzyką. Najpierw z otwartych samochodowych okien wydobywają się najróżniejsze dźwięki - ktoś słucha opery, ktoś jazzu. Kakofonia. Na kanwie której zaraz powstaje piosenka. To też jest w jakimś sensie rewers "korkowej" sytuacji z filmu "Upadek" z Michaelem Douglasem. Tyle że zamiast wściekłego Douglasa rujnującego swój samochód w ataku wściekłości na stratę czasu i tłok, tu ludzie zaczynają tańczyć. Poezja! Poza tym w ramach ciekawostek - na tym samym skrzyżowaniu kręcono jedną z najważniejszych scen w filmie "Cake" z Jennifer Aniston. Skrzyżowanie zamknięto dla Chazella na dwa dni latem 2015r. 



Zdj. people.com

Nie pozostaje mi nic innego jak wygonić was na "La La Land" do najbliższego kina. To film do zakochania się w nim, do oglądania raz po raz, do delektowania się. Oczywiście moją ulubioną sceną pozostanie ta z Griffith Observatory, w którym, nawiasem mówiąc, kręcono część scen "Buntownika bez powodu" z Jamesem Deanem. 
Oto, do czego nawiązuje "La La Land":


Warto przeczytać też TEN artykuł.

4 comments:

  1. bardzo ciekawa notka .. otwierająca scena La La Land jest genialna tak jak i kilka potem..... muzyka jest genialna a musicalowa forma bardzo pomaga w sumie dosyć banalnej i dosyć stereotypowej fabule a jednak porusza i całe szczęście nie ma happy endu (choć mógłby być jak to wspaniale alternatatywna przesłodzona wersja pokazała genialnie w epilogu :^) .. moim zdaniem film mial wielkie szanse na Oscara (dość powiedzieć, że ma 93% na Rotten Tomatoes https://www.rottentomatoes.com/m/la_la_land/ co na ten typ filmu jest bardzo wysoko) .. pół wieku temu inny musical zasłużenie zrobił tak wielką furrorę - https://www.rottentomatoes.com/m/west_side_story/ i wtedy zdobył wiele Oscarów) .. lecz jednak i Moonlight i Manchester są tak niezwykłymi uniwersalnymi dramatami, że moim zdaniem to one jednak były Oscarowe .. dramat ich bohaterów bardzo porusza i nie sposób o nich zapomnieć .. i Manchester i Moonlight sa genialnie oszczędne .

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kocham West Side Story. To jeden z pierwszych musicali, jakie widziałam (jeszcze jako dziecko).

      Delete
  2. hihi a tak dla żartu .. https://youtu.be/XaldSt0lc8o :^)

    ReplyDelete
  3. A to mi umknęło, nie wiem, jakim cudem. KAPITALNE! Dzięki. :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger