March 24, 2017

Big Little Lies



W scenerii sielskiego miasteczka nad Pacyfikiem spotyka się kilka żon i matek. Od samego początku robi się gęsto i atmosfera chcąc nie chcąc przypomina tę z "Gotowych na wszystko". Tam też były śliczne domki, ale ich śliczne gospodynie wiodły tylko pozornie doskonałe życie. Tak jest i tym razem i szczerze mówiąc dokładnie takiego serialu od czasów pamiętnych "Desperate  Housewives" mi brakowało. Tyle że tym razem bohaterki (grane przez Reese Witherspoon, Nicole Kidman, Shailene Woodley, Zoe Kravitz i Laurę Dern) są chyba jeszcze bardziej "desperate", a ich sekrety są bardziej mroczne. Główne tematy poruszone w tej serii to - gorzkie rozczarowanie życiem i macierzyństwem, rywalizacja pomiędzy kobietami  - żonami obecnymi i eks żonami, skrywana przemoc domowa, rodzicielstwo na pokaz i rodzina jako symbol status społecznego, rozwód. I pieniądze - jakżeby inaczej. Tym razem wnętrza są większe, jaśniejsze i z widokiem na ocean. Na bogato. Bardzo, bardzo bogato. Nie martwcie się - żadnej z kobiet występujących w serialu pieniądze nie dają szczęścia, choć pozwalają na niezwykle komfortowe życie.
Autorem świetnego scenariusza jest David E. Kelly, ojciec sukcesu serialu "Ally MacBeal" przed laty (prywatnie mąż Michelle Pfeiffer). Jest to nazwisko gwarantem jakości. "Big Little Lies" zgrabnie lawiruje pomiędzy gatunkami i brawurowo łączy elementy czarnej komedii, opery mydlanej i serialu detektywistycznego. Bo jest i morderstwo. Konstrukcja miniserialu (zaledwie siedem odcinków - całość na podstawie głośnej powieści Liane Moriarty pod tym samym tytułem) odwraca jednak konstrukcję klasycznego serialu kryminalnego, w którym najpierw dowiadujemy, kto nie żyje i dopiero potem szukamy mordercy. O tym, że ktoś nie żyje dowiadujemy się w pierwszej scenie. Ale do samego końca narracja (świetny montaż) jest prowadzona tak, że zachodzimy w głowę kto i kogo zabił. Tropy są mylne i prowadzą w stronę czterech głównych bohaterek - każda z nich ma powód, by kogoś zabić. Każda równie dobrze może być ofiarą zbrodni.
Olśniewają aktorki. Każda z nich reprezentuje fantastyczne rzemiosło (bardzo dobra rola Kidman), ale tez i każda z nich jest sama w sobie symbolem luksusu, w jakim obracają się grane przez nie bohaterki. Wszystkie są szczupłe, piękne, reprezentują nieosiągalny dla zwykłych śmiertelniczek, hollywodzki typ urody. 
Na uwagę zasługują też świetne zdjęcia (serial kręcono w północnej Kalifornii, to malownicze wybrzeże Big Sur - piękne są kadry z oceanem w tle) i kapitalna muzyka. Rozglądam się za soundtrackiem.

2 comments:

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger