March 07, 2017

Czarna trasa



Był czas, kiedy czytałam bardzo dużo kryminałów. W zasadzie już w dziecięctwie zaczytywałam się Joanną Chmielewską i Agathą Christie. A potem, już po sukcesie Larssona i Lackberg, zaczęły mi się wydawać mdłe. Na jedno kopyto. Bez głębi. Bez wyrazu. Ukoronowaniem rozczarowania była zeszłoroczna "Dziewczyna z pociągu" - jedna z najgorzej napisanych, najgłupszych książek, jakie miałam w rękach, i która jest dowodem, że o sukcesie czasem nie decyduje talent, ale ktoś, kto miesza palcem wskazującym w wydawnictwie. Dlatego kryminałów raczej nie czytuję. Naprawdę rzadko. Jeśli już - to muszą być wakacje, leżaczek i cień wielkiego drzewa. 
Kiedy dostałam propozycję przeczytania i zrecenzowania kryminału od Wydawnictwa Muza, nieco się zdziwiłam - na moim blogu nie ma recenzji Bondy, nie ma recenzji Nesbo (choć ci dwoje akurat to pierwsza liga, naprawdę bardzo dobre książki). Ale w sumie, czemu nie? I Włoch Antonio Manzini, autor przeczytanej przez mnie "Czarnej trasy", dostał zielone światło. Zresztą, bądźmy szczerzy - raz na czas jakiś człowiek ma ochotę rzucić w kąt reportaże i poczytać coś, co w sumie też jakoś zaświadcza o smutnej kondycji ludzkiej (ach, ci zwyrodniali mordercy!), ale jest fikcją literacką i trzyma w napięciu. Lubię bardzo być trzymana w napięciu i ten stan, kiedy żal oderwać się od każdej linijki i siłą woli trzeba się powstrzymywać od zajrzenia na ostatnią stronę, by nie sprawdzić, kto zabił. 
Czy Manzini doskoczył do mojej osobistej literackiej wysokiej poprzeczki? I tak, i nie. Jako kryminał sprawdza się zupełnie nieźle. Rzeczywiście odpowiednio dawkuje emocje, idąc według przepisu Hitchcocka, że całość powinna zacząć się mocnym wejściem, a dalej atmosfera powinna już być tylko coraz gęstsza. Powieść zaczyna się zmasakrowanym przez ratrak trupem. Jest ciemna, mroźna noc gdzieś w górach, klimat grozy iskrzy śniegiem i lśni krwią od pierwszych akapitów. I dobrze, to właśnie tak ma być. Akcja traci co prawda impet po kilkudziesięciu stronach, finał nie jest jakoś bardzo zaskakujący, ale Manzini w ramach gatunku porusza się dosyć sprawnie jak na debiutanta. 
Następnie na scenę wchodzi główny bohater, czyli wicekwestor (dawniej byłby komisarzem) Rocco Schiavione. Jak większość książkowych policjantów jest niepokorny, doświadczony, bystry, wulgarny i niekonwencjonalny. I chociaż zyskał od autora włoski sznyt (jest zesłańcem z Rzymu, nadal tęskni za wiecznym Miastem jego jedzeniem, słońcem, ciepłem), markowe buty, skłonności do działania na lewo, zabrakło w nim jakiejś silnie indywidualnej rysy, czegoś, co mogłoby go odróżnić od dziesiątek tego typu postaci w rozmaitych skandynawskich dziełach. Ale ponieważ to nie tylko pierwsza książka z serii przygód Schiavione,  ale w ogóle pierwsza Manziniego, mam nadzieję, że Rocco jeszcze się rozkręci. Zresztą cała fabuła - wszystko to już gdzieś, niestety, było.
Najbardziej podobał mi się w "Czarnej trasie" drugi plan. Manzini jest, zdaje się, wnikliwym obserwatorem społeczeństwa, w którym żyje. Jest w jego w powieści i o różnicy pomiędzy włoskim południem a włoską północą, i o jakości życia politycznego (mizernej, co rozumiem doskonale jako mieszkanka kraju o podobnym stopniu politycznej degrengolady), i o imigrantach. Jakiś cień włoskiego neorealizmu zdecydowanie przemyka po kartach tej książki i mam nadzieję, że Manzini właśnie ten element wykorzysta szerzej w kolejnych częściach. 
Czyta się tę książkę szybko, jest tu dużo dialogów, a nieco słabsze partie opisowe są na szczęście króciutkie.  Jest to zdecydowanie element, nad jakim pisarz powinien popracować, bo nieustannie porównywanie śniegu na stokach do bitej śmietany jest jednak pretensjonalne. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza SA. :-)

Antonio Manzini
Czarna trasa/ oryg. Piasta nera
ISBN: 9788328705272
Wydawnictwo Muza, 2017

2 comments:

  1. Skoro Camilieri poleca...Fiołek też...no to jak skończę Knausgarda, później dokończę Kaplana, a później Liao Yiwu, a następnie Tochmana...to zacznę 5 następnych i wśród nich wstawię Czarna Trasę, wszak dobry kryminał nie jest :D

    ReplyDelete
  2. Książka na jedną podróż Warszawa - Socho (i z powrotem) Kolejami Mazowieckimi. :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger