March 27, 2017

Irena Tuwim. Nie umarłam z miłości. Biografia.


Na drugim roku polonistyki z wypiekami na twarzy biegałam na zajęcia z dwudziestolecia międzywojennego. Cały jeden semestr poświęcony było Skamandrytom, a konwersatorium prowadził doktor, który znał osobiście Iwaszkiewicza i nawet przez płot na Stawisku skakał, by poecie pokazać swoje własne wiersze. Dlatego ten świat jest mi tak bliski. 
Kilkanaście dni temu ukazała się książka Anny Augustyniak (której serdecznie dziękuję za propozycję przeczytania książki) o siostrze Juliana Tuwima - Irenie.Nie jest to opowieść o życiu w cieniu wielkiego, starszego brata. To opowieść o niezwykłej kobiecie, jaką była Irena Tuwim, pisarka i tłumaczka, o rodzinie Tuwimów i o niezwykłej, pięknej więzi z "Julkiem". 
Książka zaczyna się na cmentarzu. Jest tuż po wojnie i rodzeństwo wymienia między sobą listy dotyczące pochówku zamordowanej przez hitlerowców w 1942r. matki (była pacjentką szpitala psychiatrycznego  w Otwocku, wyrzucono ją na bruk przez okno). W chwili jej śmierci żadnego z dwójki dzieci nie było wtedy w Polsce - gnani strachem o własne życie uciekli na Zachód, nie mogąc zabrać Adeli Tuwimowej ze sobą. Do końca życia i Julian, i Irena żyli w głębokim poczuciu winy. Choć relację córki z matką trudno nazwać ciepłą. Adela, zanim pogrążyła się depresji i chorobie psychicznej, hołubiła syna. Małą Irką zajmowała się służąca Antosia Rokosik, która w łódzkim domu Tuwimów dowodziła i pełniła funkcję pokojówki, piastunki i kucharki. Atmosfera przy pasażu Szulca 5 pod numerem 13 była raczej zimna. Sama Łodź w tamtym okresie nie była przyjaznym miastem - okopcona, brudna, rozjaśniania wybuchającymi co noc pożarami. Ojciec pogrążony w książkach zajmował się głównie wspominaniem minionych lat młodości i podróży, matka - trwogą przed tym, co może nadejść. Obydwoje byli zasymilowanymi Żydami. Już dziadkowie Ireny i Juliana czuli się Polakami, oni sami nie będą znali ani słowa w jidysz. 
Kiedy opuszczają rodzinne strony i przeprowadzają się do Warszawy - Julian zaczyna od razu odnosić wielkie sukcesy. Jego debiutancki tomik "Czyhając na Boga" jest cytowany przez większość młodych warszawiaków. Ale nikt nie cieszył się z tych laurów, które spłynęły na niego bardziej niż Irena. 
Pozostają ze sobą w bliskim kontakcie, pomimo iż każde z nich dosyć szybko żeni się i wychodzi za mąż. Mieszkają w stolicy, widują się niemal codziennie. Kiedy się nie widzą - piszą do siebie listy. 
Irena pisze wiersze, wydaje u Mortkowicza (jeśli nie znacie historii tej niezwykłej rodziny wydawców, polecam gorąco książkę Joanny Olczak Ronikier "W ogrodzie pamięci"). I tłumaczy. Z angielskiego i rosyjskiego. To Irenie Tuwim zawdzięczamy kongenialny przekład "Kubusia Puchatka", którego w zasadzie jest jakby współautorką - oryginał tekstu Milne'a nie jest możliwy do dosłownego tłumaczenia ze względu na niuanse językowe (za pierwszym razem Irena odmówiła nawet wzięcia się za te robotę). Jej  są powiedzenia, które weszły na stałe do naszego języka - "małe co nieco", "Las Stumilowy". Nawet sam Kubuś jest w oryginale przecież dziewczynka - Winnie. Oprócz Kubusia Tuwim przetłumaczyła także "Mary Poppins", "Szczęśliwego księcia", "Pięcioro dzieci i coś". Sztandarowe nazwiska autorów literatury dla dzieci - Travers, Norton, Nesbit - przechodziły przez ręce Ireny.
Jej twórczość osobista w miarę upływu lat coraz bardziej zbliżała się do prozy. Sama także pisała dla dzieci (pamiętacie z dzieciństwa pingwina Kleofaska?), choć sama ich nigdy nie miała, ku wielkiemu żalowi. Bywała porównywana do Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej i często zarzucano jej, że pisze i drukuje, bo nazywa się "Tuwim". Bardzo ją to bolała, zwłaszcza po śmierci Juliana, kiedy oczekiwano, że spisze wspomnienia i wyda je, odkrywając przed światem najcenniejszą relację, jaką miała w życiu. 
Irena Tuwim przed 1949r., zdjęcie ze strony tuwim.org

Bo życie osobiste Ireny Tuwim nie było usłane różami - pierwszy mąż Stefan Napierski był homoseksualistą i małżeństwa było tylko przykrywka. Kiedy Irena opuszcza męża (choć rozstają się w przyjaźni), w Warszawie wybucha skandal.  Pomieszkuje u Juliana i jego żony (z którą nigdy nie zaprzyjaźniła się), następnie uzyskuje i rozwód i wychodzi za mąż za Juliana Stawińskiego. Pisarza i tłumacza, w życiu prywatnym - choleryka, który nie zaakceptował społecznej emancypacji kobiet. Oczekiwał obiadów na stole i pieczeni na talerzu. Irena nie była z nim szczęśliwa. 
Książka Anny Augustyniak unika budowania biografii z chronologicznie ułożonych faktów i dat. Jest ułożona problemowo - dzięki temu życie Ireny Tuwim jest trójwymiarowe, nie jest płaską postacią z kartki, żyje. Niesamowicie ciekawa kobieta, ogromnie utalentowana, której przyszło żyć w trudnych czasach. Nie oszczędzało jej życie, znikała zatem często w swoich tekstach, oddając palmę pierwszeństwa literackiego bez szemrania bratu. Ale bardzo się cieszę, że z rozrzuconych w listach i wspomnieniach fragmentów ktoś tę Irenę poskładał i opowiedział jej historię. Zasłużyła na to. 

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Trzecia Strona za recenzencki egzemplarz. :-)

Anna Augstyniak
"Irena Tuwim. Nie umarłam z miłości. Biografia"
Wydawnictwo Trzecia Strona,  2016
oprawa twarda, 272 strony

2 comments:

  1. Tłumaczenie "Kubusia Puchatka" to bardzo ciekawy temat. Z jednej strony nie da mu się odmówić uroku i wpływu na pokolenia czytelników, ale z drugiej nie wiem, czy czasem Tuwim nie poszła o parę kroków za daleko. Czy książka wspomina może, czemu Winnie zmieniła płeć?

    ReplyDelete
  2. Tak, wspomina. To bardzo zabawna anegdota. Opowiedzieć? Bo boję się zepsuć, a nuż książkę przeczytasz? :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger