March 21, 2017

Jak pokochać centra handlowe



Znam obie strony medalu, jakim jest macierzyństwo. Euforię, zachwyt, wicie gniazdka i przeczesywanie sieci w postaci pięknych skandynawskich zabawek. Ale też i niewyspanie, frustrację, poczucie uwięzienia we własnym domu, poirytowanie od rana do wieczora i marzenie o ucieczce od nich wszystkich jak najdalej. 
O awersie jest dużo. Wszędzie. Z okładek pism zerkają uśmiechnięte mamy, 99% z nich łączy etat z domem i kuchnią Pięciu Przemian z wdziękiem motyla. Do tego blogi parentingowe, gdzie królują wylizane do czysta piękne mieszkania, jasne i przestronne, gdzie dzieci są zawsze uśmiechnięte i ubrane w najdroższe ubrania z ekologicznej bawełny, gdzie promuje się minimalizm i życie zgodnie z rytmem Ziemi/duszy/kosmosu (niepotrzebne skreślić) za jedyne 10 000 tysięcy miesięcznie. Kasza jaglana i jagody goji, wakacje na Big Sur, kawa parzona w chemexie. To dlatego, między innymi, przestałam prowadzić bloga o moich dzieciach. Bo nie pasowaliśmy do schematu. Moje dzieci nie chodzą w kaloszach Hunter, bo zwyczajnie mnie na nie nie stać. 
O rewersie nieco mniej, choć od jakiegoś czasu pojawiają się przebłyski (zajrzyjcie TUTAJ), puszcza kra na tej rzece konwenansów, bo nie sposób w dzisiejszych czasów, kiedy nurt społeczny żwawy, siedzieć w miejscu i udawać, że nic się zmieniło. Bo rodzicielstwo jest najpiękniejszym i najtrudniejszym, co może człowieka spotkać. I tak jak jest czarujące i intensywne, bogate w czułość, miłość i radość, tak bywa wyczerpujące i frustrujące. Nie ukrywam - brakowało i brakuje mi nadal jakiegoś kawałka siebie. 
Książka Natalii Fiedorczuk jest o tej ciemnej stronie. O nudnych porankach, o braku kasy, o chronicznym niedospaniu, o tęsknocie za tym, co się utraciło. Nie, nie jest to lament umęczonej Matki Polki. Jest to bardzo niewypolerowany, szorstki, szczery zbiór myśli wszelakich kobiety po Wielkiej Zmianie. Ale każdy zapis odkrywa karty, jakie dostajemy w tym rozdaniu. Bądź szczupła, nie bądź zmęczona, nie karm dzieci słodyczami i parówkami, serwuj obiad z trzech dań z produktów od znajomego rolnika, dbaj o siebie, nie zapuść się, bo mąż znajdzie kogoś ładniejszego i sympatyczniejszego. I tak dalej. 
Fiedorczuk jest niezwykle ironiczna, ma też niebywałe "ucho" na melodię języka potocznego. Gęsto tu od mroku depresji, totalnego wypalenia domem, ale jest o tym z dystansem jednocześnie, na chłodno, bez umartwienia. A każdy, kto choć raz zanurzył stopę w morzu o nazwie "życie rodzinne", wie, o czym ona pisze. Nawet bez osobistego epizodu depresji poporodowej. Bohaterka "Jak pokochać centra handlowe" nie budzi współczucia.To raczej ktoś, z kim chciałoby się pójść na piwo i raz jeszcze macierzyństwo w XXIw. obgadać. 
Okładka (piękna!) książki to fragment obrazu Nigela van Wiecka "Q Train", który jest duchowym spadkobiercą Edwarda Hoppera. Realizm i melancholia. I taka właśnie jest książka Natalii Fiedorczuk. 

4 comments:

  1. Wlasnie dlatego bardzo lubilam Twoj blog o dzieciach, ze byl inny od schematu (jesli tylko to bylo przyczyna konca to troche sie dziwie i bardzo zaluje)
    Pozdrowienia (szczegolnie serdeczne dla H i J)
    A

    ReplyDelete
  2. Nie, nie tylko to. Po prostu pewien etap się skończył. Oni nie są już mali, H poszła do szkoły i ja już nie umiałabym o nich tak pisać. Zresztą chyba nie mam (i nigdy nie miałam pewnie) prawa. Dzięki za miłe słowa i pozdrawiam! :-)

    ReplyDelete
  3. A to ciekawe ciekawostki - nie wiem, co to Chemex, pierwszy raz słyszę o kaloszach Hunter. Ratuje mnie tylko kasza jaglana :P Zgadzam się z uwagami o rodzicielstwie i choć perspektywa męska inną jest, to książkę Fiedorczuk chciałbym przeczytać.

    ReplyDelete
  4. :-D Ja bym chętnie jakąś męską wersje poczytała. znam tylko książkę Tomasza Kwaśniewskiego o tym, jak czekał na ojcostwo, towarzysząc 9 miesięcy ciężarnej żonie w życiu.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger