March 19, 2017

Piękna i Bestia



Drugi po "Kopciuszku" (recenzja TUTAJ) film fabularny na podstawie oryginalnej animacji, jaki widziałam. (Wcześniej Disney wypuścił jeszcze "Maleficient", ale nie był on do końca fabularną wersją scena po scenie bajki o "Śpiącej Królewnie"). "Piękna i Bestia" ze śliczną Emmą Watson w roli Belle zniewala muzyka, kostiumami i scenografią. I jest o kilkanaście minut przydługa, o czym za moment. 
O ile "Kopciuszek" w cudowny sposób pogłębił animację, tym razem mam wrażenie, że tak się nie stało. Nie znaczy, że jest źle.  Jest pięknie i pełno tu Disnejowskiego czaru, ale zbyt dosłownie animacja sprzed 26 lat (aż tylu???) ożyła na ekranie. Scenariusz i piosenki - te same. Większość kadrów - ta sama. Dla widzów w moim wieku, to znaczy tych, którzy rzewnie łkali na oryginalnej wersji, to miła dla oka uczta. Ale z drugiej strony spodziewałam się jednak czegoś bardziej świeżego. Zdecydowanie panuje w Hollywood obecnie moda na nostalgię. 
Absolutnie nie chciałabym was tu zniechęcić do pójścia do kina. Wręcz odwrotnie. To piękna, dwugodzinna iluzja, po seansie której człowiek lepiej się czuje i jeszcze chwilę wierzy, że świat może być piękniejszy. Każdy detal w tym obrazie jest doszlifowany i dopieszczony. Zaczynając od kolorów nieba, kończąc na sukniach Belli. Emma Watson (która odrzuciła rolę w "La La Land" dla "Pięknej i Bestii) ze swoim inteligentnym błyskiem w ciemnych oczach, Dan Stevens jako Bestia (naprawdę aktorski majstersztyk, Bestia staje się kimś, w kim rzeczywiście można się zakochać), Kevin Kline jako ojciec,  Ewan McGregor jako Płomyk, Emma Thompson jako Pani Imbryk. Plejada najlepszych z najlepszych. Najmniej chyba podobał mi się Luke Evans, który przerysował Gastona i zrobił z niego karykaturę większą niż w bajce z 1991r. 
Dodano do tej fabuły kilka scen, których w pierwowzorze nie było. Dowiadujemy się, dlaczego książę był taki rozpuszczony, dlaczego Maurycy wychowywał Bellę sam. Poza tym po raz pierwszy w filmie Disneya pojawia się wątek gejowski - prawa ręka Gastona, komiczny Le Fou ewidentnie kocha swojego pana w szczególny sposób. Jest to przełamanie wielkiego tabu i na pewno wymagało odwagi ze strony producentów. 
Tak czy siak jest to romans, opowieść o miłości ponad wszystko. Łzy wzruszenia wiszą na rzęsach i zasadniczo o to chodziło. Plus ośmiolatka i pięciolatek zachwyceni. 

Zdj. thecosmopolitan.com

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger