April 04, 2017

10 najlepszych książek mojego dzieciństwa

Co prawda Dzień Książki dla Dzieci był w niedzielę, jestem zatem w lekkim niedoczasie, ale za to postanowiłam ułożyć listę najważniejszych dla mnie książek dzieciństwa. Nie książek, które teraz czytają moje dzieci, ale tych, które wstrząsnęły MNĄ wieki temu i tych, które zostały ze mną na zawsze. Pokażę wam też dziś wszystkie oldschoolowe okładki do tych wydań książek, które ja czytałam. 

10. Roman Pisarski, "O psie, który jeździł koleją"


Pierwsza książka, która wstrząsnęła trzewiami. I po przeczytaniu której pragnienie posiadania psa było silniejsze niż jakiekolwiek inne. Dzięki niej pojawił się w moim domu sympatyczny kundelek Miki. 

9. Astrid Lindgren, "Dzieci z Bullerbyn" 


To dla odmiany pierwsza naprawdę dobra komedia. Zaśmiewałam się, egzemplarz książki zaczytałam na amen, rozpadł się na kawałki. Do dziś myślę, że nie ma szczęśliwszego i lepszego dzieciństwa niż to szóstki przyjaciół z malutkiej szwedzkiej wioski. 

8. Mira Jaworczakowa, "Oto jest Kasia"

Byłam TYM grzecznym dzieckiem. Nie sprawiającym kłopotu, zawsze miłym i uśmiechniętym. W formie. Książka Jaworczkowej uzmysłowiła mi istnienie całego mnóstwa ciemnych emocji, na których uzewnętrznienie albo mi nie pozwalano, albo nie pozwalałam sama sobie. Żeby nie psuć formy. 

7. Lucy Maud Montgomery, "Emilka ze Srebrnego Nowiu"

Seria o "Emilce" została ze mną na zawsze. Rosłam razem z nią. Dziś wiem, że to bardzo, bardzo depresyjna książka. Przeczuwałam to jako mała dziewczynka. "Emilka" jest rewersem wesołej Ani z Zielonego Wzgórza. Bardziej ludzkim, pełnowymiarowym. 

6. Janina Porazińska, "Pamiętnik Czarnego Noska"

Moim "misiem" nigdy nie stał się Kubuś Puchatek, pomimo wielu prób. Nie pokochaliśmy się i już. Co innego swojski, szaro-bury Czarny Nosek. 

5. Hans Christian Andersen, "Baśnie" 

Andersen był cudownie, masochistycznie mroczny. Tu wszystko było kulawe, chrome, złe, mniej niż bardziej. To dzięki niemu nabrałam podejrzeń, że naprawdę nie zawsze wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Pamiętam jak raz od czytania Andersena tak mnie rozbolała głowa, że skończyło się szpitalem. Zupełnie serio.

4. Maria Kruger, "Karolcia"


Nawet mi nie mówcie, że nie chcieliście koralika i nie baliście się Filomeny. 

3. Małgorzata Musierowicz, "Jeżycjada"


Zdarzało mi się żałować, że nie urodziłam się w rodzinie Borejków. Szczerze mówiąc...nadal mi się zdarza. 

2. Joanna Chmielewska, "Ślepe szczęście"


Miłość do kryminałów przyszła bardzo wcześnie. I nauczyła mnie jej Joanna Chmielewska. Uwielbiałam historie o Teresce i Okrętce. Zabójczo zabawne, inteligentne, porywające od pierwszego zdania. Zarywałam noce, czytając w ukryciu. 

1. Maria Kownacka, "Plastusiowy pamiętnik"


Dziś nieco trąci myszką. Ale kochałam Plastusia całym sercem. Zwłaszcza w rysunkach Zbigniewa Rychlickiego. 

1 comment:

  1. Zdecydowanie 4, 5, 8 i 9. Ja bardzo dużym sentymentem darzę też "Kajtkowe przygody", a z nieco późniejszych serię o Panu Samochodziku.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger