April 23, 2017

Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?

Chciałoby się rzec: "O, roku ów!". Rzecz jednak nie dotyczy pełnego nadziei roku 1812 z "Pana Tadeusza", ale smutnego, trudnego roku 1945, bowiem tuż po wojnie dzieje się akcja najnowszej powieści Kuby Wojtaszczyka. 
1945 w powieści "Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica" nie jest rokiem o smaku chwały. Z dziecięctwa pamiętam durny wierszyk, który zamieszony był w podręczniku do klasy pierwszej z okazji majowego zwycięstwa. (Leciał jakoś tak "Dzień zwycięstwa/ maj zielony/ białe kwitną bzy/ dziadek usiadł zamyślony/ wspominał wojny dni  Jak z radziecką armią sławną/ w bój na wroga szedł/ działo się to tak niedawno/ a zda się, że wiek itd.) Gloryfikował chwałę bohaterów, pokonanie "Niemca" i ogólnie nastrajał refleksyjnie z naciskiem na refleksyjny patriotyzm. Przypomniał mi się ten wierszyk w czasie lektury, wyskoczył z jakiejś szufladki mojej pamięci. Dlaczego, dlaczego jeszcze w latach 80. w polskiej szkole karmiono nas takimi bajeczkami o końcu wojny? Bardzo długo żyłam w mentalnym cieniu tej "poezji" , do dziś w zasadzie hasło "koniec wojny" kojarzy mi się z żołnierzami obrzucanymi kwiatami i ogólną wesołością. Oczywiście jest to tylko częściowo prawda. Rewers tego obrazyu pokazuje nam Wojtaszczyk w swojej książce. 
Osią akcji są dzieje kilku bohaterów, którzy tworzą razem osobliwy cyrk. Freak show. Festiwal odmieńców. Jest mi ten temat niezwykle bliski - tematem mojej pracy magisterskiej byli "Odmieńcy w filmach Jana Jakuba Kolskiego" i jakikolwiek przegląd szeroko pojętej "inności" jest w mojej głowie mile widziany. 
W świecie pomiędzy pokojem a wojną, pomiędzy Polską a nie-Polską, pomiędzy życiem a śmiercią obracają się: karzeł Szczepan, który występował kiedyś u samego Hitlera, Fela - niewidoma dziewczyna udająca wróżkę, którą wojna dopadła w momencie, gdy się kończyła, Żyd Moryc pokazywany w klatce jako "Ostatni Żyd w Polsce", klaun Cassiel, który jest Volksdeutschem udającym niemowę (a jednocześnie kolejnym literackim klaunem dołączającym do korowodu potworów cyrkowych - pamiętacie klauna z "It" Stephena Kinga? To ten sam sort.), kobieta guma oraz Cassiel - nazista zrozpaczony przegraną ulubieńców zza Odry. 
Bohaterowie Wojtaszczyka są spoza kategorii "lubić/ nie lubić". Ich osobność i osobliwość zainteresowała mnie szczególnie, narzuciła skojarzenia z poezją Leśmiana (tam też pełno ludzi "niedokończonych"). Odmieńcy z tej książki są znakiem różnorodności formy, niejednoznaczności rzeczywistości. Ba, są bohaterami z antybaśni. Ale już Bruno Bettelheim zauważył, że nierealistyczny charakter baśni (antybaśni zatem też) wskazuje na to, że chodzi głównie o przedstawienie procesów zachodzących  we wnętrzu człowieka. Świat tych bohaterów jest okrutny (przemoc jest malowana grubą kreską, jak w filmach Tarantino), ale wielorakość tych istot, różne warianty ich istnienia (wiemy, kim byli kiedyś, wiemy, kim się stali), w których mieści się życie, śmierć i erotyka, jest też niezwykle sensualistyczna. Fellini byłby zachwycony. 
Rzeczywistość autora uderza w schematy. W człowieku zasadniczo istnieje silna potrzeba klasyfikacji, ale w tej książce świat i człowiek to sprawy nieobliczalne. Liczne postaci dziwadeł czynią z tej literackiej estetyki turpizmu perełkę. Szczególne wartościowanie człowieka marginesu ma długą tradycję w europejskiej literaturze. Od wieków tego typu bohater przeciwstawiony jest unormowanemu społeczeństwu.Tylko czy po doświadczeniu wojny cokolwiek może być jeszcze "normalne"? Dobro i zło nie dopełniają się tak prosto. A sacrum i profanum stykają się tak blisko, że chwilami zmierza ta powieść w stronę tragigroteski. Postaci i to co je spotyka (straszna historia Feli na przykład) są przerysowane,  ale hiperbolizacja ta ma na celu ukazanie - jak mniemam - fascynacji postaciami kalekimi, chromymi oraz ich relacji z wartościami, które zazwyczaj idą parami: dobro/zło, życie/śmierć, piękno/brzydota, tragizm/komizm, wina/kara, niewinność/grzech. Są to naturalnie także kategorie uniwersalne opisujące ludzkie życie.Tym razem to co "inne" pojawia się w centrum świata, nie przychodzi zza horyzontu. A typowo groteskowo motyw kalectwa (bycie niewidomym, karłowatość) staje się nośnikiem treści głębszych, to antropologia na antypodach klasycznej koncepcji człowieka pięknego i harmonijnego. 
Skąd zatem tytułowe psy z Titanica? Wspomniane są w powieści tylko raz. Jako stworzenia, o których nikt nie pamięta, i których nikt nie żałuje. Piękne, rasowe psy, które bogaci zabrali ze sobą na pokład. Tu kłania się jeszcze jeden aspekt - psy te należały do upper class. A wojna, ta góra lodowa, na którą wpadło całe społeczeństwo, sprawiła, że system klasowy przestał istnieć. Wszystko w zasadzie jest post jakieś tam. Nasi bohaterowie są jak psy, co prawda to zwykłe kundle, ale o nich też nikt nie wspomina. Występują w tym swoich przedziwnym cyrku straceńców, karmią ideę homo ludens, ale ich świat jeszcze nie wykrystalizował. Trwa w zawieszeniu. Może wszystko się jeszcze wydarzy. A może już zupełnie nic. 

Za egzemplarz książki dziękuję agencji Business & Culture promującej kulturę. 
Książka Kuby Wojtaszczyka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akurat. 

1 comment:

  1. Inność czy też ułomność to rzeczywiście pojemny motyw, a i sam "cyrk osobliwości" to ciekawa jego odmiana, gdyż przeważnie mamy do czynienia z pojedynczymi przypadkami takiego obcowania. Do moich ulubionych bohaterów literackich należy szekspirowski Kaliban.

    As wicked dew as e'er my mother brush'd
    With raven's feather from unwholesome fen
    Drop on you both! a south-west blow on ye
    And blister you all o'er!

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger