April 05, 2017

Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson

Dzięki Wydawnictwu Znak trafiła do moich rąk książka, która pewnie nie trafiłaby wcale w innych okolicznościach, bo niespecjalnie interesują mnie historie wielkich pieniędzy. Ale historie ciekawych ludzi już tak, zatem przeczytałam na wdechu, ponieważ po pierwsze jest to opowieść świetnie skonstruowana, a po drugie historia najsłynniejszej polskiej milionerki kryje w sobie mnóstwo supełków i zawiłości, o które jej nie podejrzewałam. 
Ewa Winnicka, dziennikarka i reportażystka, znana mi z łamów "Gazety Wyborczej" i "Polityki", autorka m.in."Londyńczyków" i "Angoli", przyjrzała się postaci Barbary Piaseckiej bardzo wnikliwie. Poznajemy ją z fragmentów rozmów i opowieści, wspomnień i anegdot, które układają się w portret przedziwnej, wielowymiarowej i co najmniej dwuznacznej postaci. 
Co wiedziałam o Piaseckiej zanim przeczytałam książkę? Niewiele. Po głowie kołatały się stereotypy - że Kopciuszek, że Johnson od TYCH Johnsonów z Johnson&Johnson, że chciała kupić Stocznię Gdańską. Autorka podjęła się próby przedarcia przez takie właśnie stereotypy i sprawdzenia, co kryło się pod nimi, a raczej pomiędzy nimi. 
Kim była dziewczyna ze wsi, której udało się skończyć historię sztuki? Skąd w niej taki pęd do wielkiego świata, świata, którego nie miała prawa znać żyjąc w szaroburej Polsce? Jak to jest zostać nagle bardzo, bardzo bogatym człowiekiem? Co próbowała udowodnić zbierając arcydzieła malarstwa i otaczając się wianuszkiem pochlebców? Kim była tak naprawdę
Ostatnie pytanie pozostaje naturalnie bez odpowiedzi, każdy z nas po lekturze tej znakomitej biografii będzie musiał odpowiedzieć sobie na nie sam. Ale z książki Winnickiej wyłania się postać smutnej, wewnętrznie sprzecznej kobiety. Niekoniecznie takiej, którą dałoby się lubić - za dużo w niej ostentacji. Ten gigantyczny dom, te marmury sprowadzane z Włoch, te meble siedemnastowieczne kupowane za ogromne pieniądze, którymi latami gospodarowałyby jakieś szpitale czy uczelnie, te prywatne samoloty itp. Jest coś nieludzkiego w takiej fortunie, w ilości pieniędzy, których praktycznie nie sposób wydać. Wiele stron poświęca Winnicka na rodzinę Johnsonów, której członkowie gotowy byli (są?) oczy wydrapać każdemu, kto czyha na ich trusty, konta i spadki.
Ciekawe, jak w takim środowisku niemal z marszu odnalazła się pokojówka? I jak to w ogóle możliwe, że starszy (siedemdziesięcioletni przecież) Seward Johnson zostawia drugą żonę dla służącej w białym fartuszku i poślubia ją w krótkim czasie bez mrugnięcia okiem?  
Barbara Piasecka jest taką kobieca wersją Wielkiego Gatsby'ego, ale bez jego talentu. Ludzie zabiegają o nią nie dla niej samej, ale dla ilości zer na wypisywanych przez nią czekach.  Ona lubi, jeśli są wdzięczni, ale żadna z osób, o której czule mówi "przyjaciel", nie pojawia na jej pogrzebie. Nawet śpiewak Placido Domingo, któremu fundowała koncerty i który uwielbiał kolacje w jej domu.
Równie interesujące jest angażowanie się Piaseckiej w coraz bardziej, oględnie mówiąc, nietypowe interesy. Stocznia Gdańska była niewypałem. Lubiła błyszczeć i lubiła być tą dobrą bohaterką, taką ciocią z Ameryki, która może uratować świat. A to inwestycje w badania nad torfem, który miał leczyć raka, a to sponsorowanie terapii autyzmu.  Było w tych rzucaniu się w jakieś rzeczy pionierskie i awangardowe coś rozpaczliwego. 
Bogactwo nieco, niestety, chyba demoralizuje, sprawia, że człowiek tarci grunt pod nogami i kontakt z rzeczywistością. Zwłaszcza takie, na które się samemu nie zapracowało (stąd kompletnie dysfunkcyjni potomkowie Johnsonów, którzy od urodzenia żyją ze świadomością, że nie muszą nic). Wielkie domu, w których panuje wielka pustka. Mam wrażenie, że tę właśnie pustkę próbowała zapełnić Piasecka w ostatnich latach życia żarliwą modlitwą, taką na granicy dewocji. 
Co zostało po bogatej filantropce? Jak na ironię losu niewiele. Jej wielka, fantastyczna kolekcja obrazów i antyków uległa rozproszeniu. Żadne z wielkich przedsięwzięć nie świeci własnym światłem. A czytelnik ma poczucie, że spadek w postaci pola golfowego to naprawdę niewiele. Że mając takie możliwości zaprzepaszczono mnóstwo szans na coś znacznie, znacznie ciekawszego. 

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Znak. 

Ewa Winnicka
Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson
Znak, Kraków 2017

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger