July 17, 2017

Baśń o perle

Kilka tygodni temu dostałam sympatycznego maila od pani Anny Gibasiewicz, pisarki i doktorantki na Uniwersytecie Wrocławskim, także koleżanki po fachu (filologia polska). Autorka przysłała mi (raczej nam, bo głównie jednak dzieciom) do recenzji swoją książkę dla dzieci pt.: "Baśń o perle". Przeczytaliśmy ją bardzo szybko, w kilka czerwcowych wieczorów, jednak recenzja pojawia się dopiero dziś. 
I tu odczuwam potrzebę wytłumaczenia się, dlaczego czasem blog przymiera. Po pierwsze czerwiec w szkole nie pozwala na zajęcie czymkolwiek innym poza szkołą właśnie. Po drugie tym razem potrzebowałam nieco od bloga odpocząć. Poczułam wielkie zmęczenie czytaniem książek, otrzymałam ich do recenzji ostatnimi czasy naprawdę sporo, a ponieważ nie jest to miejsce komercyjne, nie chciałabym, aby stało rodzajem wirtualnego więzienia dla mnie, żeby nagle oznaczało, że MUSZĘ się tu pojawić. Wtedy hobby przestaje być hobby i człowiek staje się niewolnikiem własnej pasji. 
:-)
To teraz kilka słów o "Baśni o perle". Docelowym odbiorcą tekstu są dzieci, myślę, że w wieku 6+. Anna Gibasiewicz wie, jak pisać baśnie, jak żonglować klasycznymi elementami baśniowymi (walka dobra ze złem, realizm przeplatany magią i fantastyką, szczęśliwe zakończenie, zawieszenie akcji z nieokreślonej przestrzeni i nieokreślonym czasie). Bohaterką teksu jest Elwika, córka kupca, który jest spełniającym wszelkie zachcianki ojcem. Dziewczyna wyrasta na samolubnego, zarozumiałego i chciwego człowieka. Oczywiście całość jest o  wielkiej przemianie i o tym, że miłość czyni uda. Jest tu mnóstwo przygód, zwrotów akcji. Tytułowa perła jest motorem zmian. Jej pojawienie się przyczynia się do mnóstwa tragedii i smutku. Ale prawdziwa "perła", czyli Elwika, musi przejść całą, trudną drogę do poznania prawdziwej siebie, by móc zrzucić zewnętrzna skorupę. 
W zasadzie jedyne zastrzeżenie, jakie mam, to sposób wydania. Książeczka ukazała się nakłądem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej i nie zachwyca szatą graficzną, kompletny brak ilustracji (w dobie tylu "prężnie rysujących" świetnych ilustratorów książek dla dzieci!). Plus fatalna redakcja - literówki, niechlujstwo interpunkcyjne. rozumiem cięcie kosztów, ale bez przesady. Potrzebujecie tam w tej Spółdzielni korektora? Chętnie się zgłoszę. To że książka jest dla dzieci, nie znaczy, że nie trzeba o nie zadbać jak o sensownych czytelników.  

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger