September 01, 2017

Ania z Zielonego Wzgórza by Netflix


Zdawać by się mogło, że w temacie "Ani z Zielonego Wzgórza" wszystko zostało już powiedziane, nakręcone, zaadaptowane. Czyżby platforma Netflix porwała się z motyką na słońce? Nic bardziej mylnego. Nowy, siedmioodcinkowy serial jest bardzo dobry, choć proszę nie nastawiać się na pastelowe kolory i łzy pod powieką. Łzy będą, ale runą w dół nagle i gwałtownie po waszych twarzach, pastele wyostrzyły się, bo TA Ania jest uszyta na miarę XXIw. Czy zabiło to ducha L.M. Montgomory? Nie. Ale nigdy całość tak odarta z naiwności (względem oryginału) nie obroniłaby się, gdyby nie aktorka grająca główną postać.
Sądzę, że znalezienie tej właściwej osoby, takiej, którą pokochaliby zarówno zagorzali fani (fanki?) książkowej Ani Shirley (czyli jednak analogowi romantycy), jak i miłośnicy współczesnych seriali (dobre tempo akcji, błyskotliwe dialogi, you know what I mean). Aktorką tą jest młodziutka Amybeth McNulty i muszę przyznać, że jej Ania jest po prostu genialnie zagrana. Śliczna Megan Follows z kanadyjskiego serialu z lat 80. co prawda zawsze będzie moją Anią, ale aktorsko, obiektywnie, McNulty jest o wiele lepsza, a że jej uroda jest mało regularna, mało klasyczna, bliższa jest prawdziwej bohaterce, której, jak wiemy, daleko było do piękności. Miała za to Shirley to COŚ, co przykuwało uwagę. I ma to McNulty. Zdecydowanie.
Cała zresztą obsada jest w serialu doborowa i widać, że ludzie od castingu naprawdę mocno się naszukali i bardzo wysoko postawili poprzeczkę. Geraldine James jako Maryla jest oschła i despotyczna, jednocześnie zrównoważona i sprawiedliwa. A Mateusz małomówny i nieśmiały (choć co prawda nie aż tak jak Richard Farnsworth, którego jednak wolę).










Z lewej Amybeth McNulty, z prawej "stara" Megan Follows. Zdj. nerdist.com

 A to już Geralidine James jako Maryla Cuthbert.  Zdj. theindianexpress.com

i R.H. Thomosn jako Mateusz. Zdj. cbc.ca

Kluczowe dla samego serialu jest to, że jego scenarzystka Moira Walley-Beckett była współtwórczynią kapitalnego, ale bardzo mrocznego "Breaking Bad". To od początku oznaczało, że nowa "Ania" będzie surowa i bez lukru. Tym razem głośno i wyraźnie mówi się o tym, co zostało niedopowiedziane wcześniej, czego mogliśmy się tylko domyślać. Na przykład traumatyczne dzieciństwo bohaterki - od sierocińca, który był bardziej przechowalnią i wypożyczalnią dzieci niż domem dziecka, po kolejne rodziny zastępcze, u których Ania ciężko pracowała (Kilkuletnia dziewczynka! Tak, to były czasy, kiedy dzieci chodziły do pracy, niestety) za wikt i dach nad głową. Tęczowe niemal Avonlea  nie jest miasteczkiem z bajki, w którym wszyscy się miłują. O, nie! To surowa, protestancka społeczność, która ma ogromny kłopot z zaakceptowaniem "obcej", to społeczność, w której najważniejsze są konwenanse i pozory. Kiedy powieść Montgomery ukazała się w 1908r. , jej czytelnicy doskonale wiedzieli, o czym pisze autorka. Te wszystkie owiane tajemnicą sekrety przeszłości były mniej więcej oczywiste. Dla współczesnych odbiorców, młodych dziewczynek w wieku Ani, zatem jedenastoletnich, myślę, że nie jest to już takie jasne, dlatego cieszę się, że serial uwypukla te elementy. Tej Ani bliżej do traumatycznego dzieciństwa Harry'ego Pottera.
Netflixowa "Ania" jest gorzko-słodka. Nadal to piękna historia o niezwykłej dziewczynce z ogromną wyobraźnią, ale ja po raz pierwszy tak do końca zrozumiałam też tę postać. Jej manieryzm, egzaltacja, dziwactwa, gadulstwo to mechanizmy obronne przeciw światu, który nie był dla tego dziecka łaskawy.
Nie zniknął na szczęście czar Wyspy Księcia Edwarda, która od niepamiętnych czasów jest na mojej wishliście do zwiedzenia (mam nadzieję, że już niedługo). Krajobrazy zapierają dech i są pięknie sfilmowane.

Zdj.indiewire.com

A Gilbert? Jest i Gilbert. Zupełnie inny od tego, którym był Jonathan Crombie. Jak cały serial i tym razem jest to postać bardziej skomplikowana i trudna. Ciężko na razie powiedzieć coś na temat chemii między bohaterami, bo choć sfilmowano raz jeszcze scenę z rozbijaniem tabliczki na głowie, to nie mam zdania w zasadzie, czy Ania i Gilbert tym razem pasują do siebie (ale to też dlatego, że aktorzy są tym razem dużo młodsi!). Poczekam z oceną do następnego sezonu. :-)

Zdj. lorileecraker.com

 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger