February 21, 2018

Żeby nie było śladów

Historia kłamstwa w PRL. Stare przysłowie mówi, że ma  ono zawsze krótkie nogi, ale czasami nawet nogi kłamstwu próbuje się uciąć, żeby tylko nikt nie domyślił się prawdy. Tragiczna historia Grzegorza Przemyka, warszawskiego maturzysty pobitego na śmierć przez milicjantów, spisana w nagrodzonej Nike książce Cezarego Łazarewicza jest, powinna być wyrzutem sumienia całej III RP. Sprawa nigdy nie została wyjaśniona, nigdy nie wskazano sprawców, nikt nie poniósł konsekwencji. 
To niedawna przeszłość - wszystko wydarzyło się zaledwie 30 lat temu. Ale to przeszłość zamglona, poprzekręcana, przeszłość, która jest kwintesencją PRL - państwa, w którym można było zatuszować zabójstwo. Bo czyż kłamstwo powtórzone tysiąc razy nie staje się w końcu prawdą? (Goebbels chyba). 
Łazarewicz, pokolenie Przemyka, postanawia zadośćuczynić historii i zagłębia się w papiery i dokumenty IPN, odwiedza ludzi, którzy wtedy brali w wydarzeniach udział. Niektórzy milczą. Dla wielu to w końcu bardzo niewygodne wspomnienia. Ale summa summarum reportaż (bo tym własnie jest ta książka) sprawia, że wrzód pęka. Boleśnie. Bo Przemykowi życia nikt zwróci, tak jak nic nie wynagrodzi cierpienia jego matce (też już zresztą nieżyjącej). Ale drobiazgowo odtworzone wydarzenia nieszczęsnego majowego popołudnia 1983r. oraz kilku kolejnych dni pozwalają na pogardliwe splunięcie w stronę Kiszczaka, Jaruzelskiego oraz najbardziej obrzydliwego z ich - Jerzego Urbana. 
Książka zaczyna się bardzo mocno - ze szczegółami dowiadujemy się, jak straszliwie Przemyk został poturbowany na komisariacie i w jakich męczarniach nieprawdopodobnych umierał z popękanymi jelitami. Przez pierwszych kilkanaście stron naprawdę ciężko przebrnąć, czułam, że to bardzo trudna dla mnie próba. Później nie jest lepiej - bo choć nie ma już opisów boleści i cierpienia, pojawia się w nas echo uczuć towarzyszących bohaterom od kilkudziesięciu lat (które wielu  z nich złamały życie) - bezsilność, poczucie niemocy, frustracja, niezgoda na takie spraw załatwienie, wreszcie gniew potężny. 
SB zacierając ślady tej zbrodni zapomniała opróżnić jedną szafę z dokumentami. To po tej szafie wędrujemy z Łazarewiczem, którego cierpliwość, dociekliwość składają fragmenty, strzępy i okruchy jak puzzle w pełny obraz. Powinna ta książka stać się lektura obowiązkową, po to chociażby, by nazwiska oprawców wryły się kolejnym pokoleniom w pamięć, po to, by nikt nigdy nie czytał już wywiadów z Urbanem w kolorowej Vivie!. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger