January 31, 2019

Cztery pory roku

Ponieważ dawno mnie tu nie było, zacznę od czegoś, co było nagrane również dawno. Znacie "Cztery pory roku" Alana Aldy z 1981 roku? Jeśli nie, koniecznie obejrzyjcie. Gdybym trzeba był skwitować ten obraz kilkoma słowami, byłyby to "pochwała prostoty".  Alda zrobił film (wyreżyserował i napisał scenariusz), który jest hołdem dla codzienności. Ze wszystkimi jej małymi chwilami, czasem smutnymi, czasem śmiesznymi, czasem groteskowymi i absurdalnymi. Jest o przyjaźni, miłości i przemijaniu. Czyli tak jak ja lubię najbardziej. W dodatku jest to film "gadany", w typie dzieł Woody'ego Allena, a dialogi skrzą się dowcipem i inteligencją. 
Sześcioosobowa grupa znajomych w średnim wieku spotyka się raz na kwartał na wspólnych wyjazdach. Każdy rozdział tej filmowej opowieści zwiastuje muzyka Antoni Vivaldiego, a my obserwujemy, jak przez rok zmieniają (a jednocześnie nie zmieniają) się relacje pomiędzy głównymi bohaterami. 
Alda przygląda się swoim bohaterom z czułością i zrozumieniem i żadnemu z nich nie pozwala popaść w śmieszność. Raczej sprawia, że każda postać wygląda znajomo, przypomina kogoś, kogo znamy, a może także nas samych. Alda umiejętnie wydobywa z nich ciepło i humor, bez wsadzania kija w mrowisko. Na jego reżyserskie wezwanie stawili się tacy aktorscy mistrzowie jak Rita Moreno  (jedyna w historii rozrywki zdobywczyni Oskara, Grammy i Tony), Carole Burnett i Jack Weston (którego wszyscy kojarzą chyba najlepiej jako właściciela ośrodka, w którym zatrzymuje się na lato rodzina Kellermanów w filmie "Dirty Dancing"). 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger