February 09, 2019

Królowa Śniegu w Teatrze Narodowym

Zdj. ze strony Teatru Narodowego 
Gratka dla młodszych i starszych, nie tylko dla teatromanów i nie tylko dla fanów (fenomenalnego) Piotra Cieplaka. Za każdym razem, gdy jestem z dziećmi w teatrze, cieszę się jak - nomen omen -  dziecko, że nie ma już przedstawień, w których główne role graja przywiędłe pacynki i inne zakurzone lalki. Z rozrzewnieniem wspominam co prawda czasy teatru telewizji dla najmłodszych (najbardziej utkwiło mi w głowie przedstawienie lalkowe "O pięknej Pulcheryi i szpetnej bestyi"), ale bardzo jestem zadowolona, że wybór przedstawień dla dzieci w prawie wszystkich chyba dzisiaj teatrach jest tak ogromny. 
Piotr Cieplak po raz drugi przygotował spektakl dla najmłodszych. Kilka lat temu były to "Opowiadania dla dzieci" na podstawie tekstów Singera, teraz jest to znana baśń Andersena o małej Gerdzie, która wyrusza w świat w poszukiwaniu ukochanego Kaja, porwanego przez Królową Śniegu. 
Spektakl jest zabawą w teatr w teatrze. Duża scena Teatru Narodowego w Warszawie prezentuje całe swoje techniczne oblicze, co samo w sobie jest niezwykle interesującym doświadczeniem z punktu widzenia kilkulatka. Że są zapadnie. Że coś się obraca. Że aktorzy latają na flugach. Rozmach doprawdy niezwykły. 
Bardzo podobała mi się scenografia (autorstwa Andrzeja Witkowskiego) -   od blokowiska, na którym wychowują się Kaj i Gerda przez ogród pełen tańczących kwiatów, których układy choreograficzne przypominają kolorowe szkiełka przesuwające się geometrycznymi ruchami w kalejdoskopie, po zimny pałac Królowej zbudowany z luster (Dlaczego tyle tych luster? Kto się w nich odbija?)


Samo przedstawienie jest w tej interpretacji piękną, głęboko metaforyczną opowieścią o szukaniu nie tylko miłości, ale i siebie, o podróży przez życie, o przeszkodach, jakie trzeba pokonać, by dotrzeć do celu. Zresztą naszym przewodnikiem po tej opowieści i jej narratorem jest podróżnik z walizką (Zbigniew Zamachowski). To, co urzekło mnie najbardziej, to że wszystko tu jest takie ..Andersenowskie. Trochę mroczne, trochę poważne...na pewno nie cukierkowe i na pewno nie kiczowate. Cieplak nie "ciumka" nad młodymi widzami, nie zwodzi ich rzewnością i słodyczą godną tanich czekoladopodobnych batoników. Nie zrobił z Andersena Disneyowskiej "sztuczki magiczki". Traktuje młodego widza bardzo poważnie, ufa mu, że odnajdzie się w podróży Gerdy, że będzie jej kibicował i odkryje w jej przygodach swoje lęki, z którymi być może łatwiej będzie mu się uporać. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger