March 24, 2019

The Wife



Ona myśli o wszystkim. Gdzie są jego okulary, czy wziął leki na serce, zbiera jego porozrzucane ubrania. Jej życie krąży wokół rodziny - męża, dwojga dorosłych dzieci i wnuka, który ma za moment przyjść na świat. Czy wszystko jest na miejscu? Czy goście, którzy odwiedzają dom, są zadowoleni? 
On jest znanym, cenionym pisarzem, ona jego opoką. Mieszkają w pięknym domu na wschodnim wybrzeżu. Szum oceanu wkrada się przez otwarte okna - nie ma lepszego miejsca do pisania książek. Sielanka. I wtedy, niczym wisienka położona w pośpiechu, w ostatniej chwili na torcie, spada na nich grom z jasnego nieba (nieco antycypowany, to prawda) - wiadomość o przyznaniu Literackiej Nagrody Nobla. Jeden telefon w środku nocy wytrąca tę małą, rodzinną planetę z trajektorii lotu. W postaci tytułowej żony następuje pewne pęknięcie, z początku trudne do uchwycenia, ale pomału przez szczelinę zaczynają się wylewać lata uraz, poczucia niedocenienia, straty i świadomości przegapienia szansy dla siebie. 
Glenn Close buduje swoją postać z drobnych gestów, spojrzeń, niuansów. nie ma tu dramaturgii przez wielkie D. Jej bohaterka za wszelką cenę próbuje się kontrolować, trzymać swe emocje w ryzach, wrócić w utarte koleiny, z których wybił ją Nobel dla męża. ale im bardziej się stara, tym trudniej jej to przychodzi. 
Muszę przyznać, że to mistrzowska kreacja, chyba najlepsza, jeśli chodzi o nominacje do tegorocznych Oskarów. Glenn Close jest tym filmem. Cała. To była siódma szansa dla Glenn na nagrodę. Wszystkie poprzednie były równie zasłużone, ale tą rolą aktorka była naprawdę o krok od zdobycia uznania tak oficjalnie. Ileż można czekać na swój moment?
Szwedzki reżyser Björn Runge dał w tym filmie miejsce na popis umiejętności nie tylko jej, ale także pozostałym artystom - świetny jest i Jonathan Pryce jako nieustannie flirtujący i nieustannie potrzebujący potwierdzenia swej wielkości pisarz, i Max Irons jako jego syn, który również próbuje sił w literaturze, ale musi zmierzyć się z ojcem, którego postać rzuca długi cień.
Życzyłabym sobie więcej takich filmów. Prosta historia, bez fajerwerków, pościgów i efektów specjalnych. Tylko on i ona. Przed naszymi oczami bohaterowie przepracowują całe swoje życie. Oczu nie można oderwać. 

2 comments:

  1. Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Potrzebuję takich filmów, a tak rzadko na nie trafiam.

    ReplyDelete
  2. Właśnie czytam książkę. Nie wiem, czy ta historia kest dla mnie do przebrnięcia, bo coś mnie w niej uwiera, momentami nuży. Przegadana nieco i tyle. Żal mi tej kobiety, odrazę czuję do męża, a potem słucham głosu rozsądku i wiem, że każdy jest kowalem swojego losu, więc... No właśnie. Czytam dalej. Pozdrawiam!

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger